sobota, 13 lutego 2016

Przyjemnie z książką...

 
 
Witajcie!
 
Chyba nikomu nie muszę mówić, że lubię czytać książki, kupować książki jeszcze bardziej! U nas w domu można znaleźć naprawdę różne gatunki literatury, na półkach jest naprawdę niezły misz masz... Lecz szczególnym zamiłowaniem pałam do sag. Nie ważne co to za saga, ważne żeby było ciekawie :) Właściwie to jedyne sagi jakie dotychczas czytałam to polskich i skandynawskich autorek, wspominane przeze mnie nie raz Barbara Rybałtowska czy powszechnie lubiana Margit Sandemo. Tym razem w moje łapki trafiła saga "Północna Droga" również polskiej autorki - Elżbiety Cherezińskiej. A to wszystko za sprawą Justynki i jej wspaniałego pomysłu zorganizowania akcji "WĘDRUJĄCA KSIĄŻKA". Już kiedyś, dawno temu miałam okazję wziąć udział w takiej akcji i naprawdę bardzo miło wspominam... O co w tym chodzi? Wybrana książka wędruje po kolei do wszystkich osób, które wyraziły chęć wzięcia udziału. Na przeczytanie książki ma się określony czas, a wysyłając książkę do następnej osoby z listy do paczuszki wrzuca się upominki. Poza tym trzeba podzielić się opinią o książce na blogu i na karteczce umieszczonej w książce... Justyna będzie miała fajną pamiątkę po tej akcji :) Jak dla mnie świetna sprawa i naprawdę fajna zabawa. Sama też się zaczynam zastanawiać nad puszczeniem książki w obieg. Oby więcej takich akcji!

Co do upominku załączonego do książek... Hmm... :) Nasza kochana organizatorka bardzo miło mnie zaskoczyła... Rzeczy są przepiękne! Oszalałam na punkcie pudełka na herbatki i samych herbatek oczywiście. Jedną już "utopiłam" w kubku! Ta pomysłowa puszeczka wypełniona ciasteczkami, wianuszek z włóczki ślicznie prezentuje się w kredensie, ptaszyna, która już przysiadła na parapecie pilnuje hiacyntów... Serduszka w odniesieniu do jutrzejszego święta. Bransoletki. Zakładka do książki z pomponem i urocza w swej prostocie podstawka pod kubeczek. Justyna jesteś żywą kopalnią inspiracji! Już wiem czym przyozdobię okno na wiosnę :) Dziękuję po stokroć!
 
 
 


 




 
  
Takiej wielkiej paczuchy nie dostałam jeszcze nigdy w życiu! Jeszcze raz dziękuję, za możliwość wzięcia udziału w akcji. Cieszę się bardzo, bardzo! :)
Dobra, dość gadania... Lecę poczytać książkę. Pomyśleć co "poleci" dalej :)
Wspaniałego weekendu Wam życzę!
 
 
 Pozdrawiam!
 Magda
 
 


środa, 10 lutego 2016

Środowe wycieczki...

 
 
Witajcie!
 
Było ostatnio troszkę domowo i sielsko, czas napisać posta zupełnie o czymś innym. Kilka wpisów wstecz wspomniałam, że będę sobie trochę wspominać miejsca, które odwiedziłam w roku 2015. W związku z tym wpadłam na pomysł wprowadzenia cyklu wpisów w których będę publikowała sporo zdjęć z moich zeszłorocznych wycieczek. Takie wspomnieniowe fotorelacje, które oczywiście pokrótce opiszę, bo jakby inaczej... Może znajdzie się ktoś kogo zainspiruję do zaplanowania wakacji, bądź też jakiegoś krótkiego weekendowego wypadu. Zdradzę, że będę się skupiała na dwóch różnych miejscach w Polsce :)
 
Akurat na dzień dzisiejszy zaplanowałam pierwszego posta w cyklu. Będzie troszkę muzealnie... Hmm... Mam nadzieję, że nikt się nie przeraził. Muzeum wcale nie musi oznaczać nudy, w muzeum może być naprawdę pięknie... Zabiorę Was na malutką wycieczkę po Zakopanem, popatrzymy sobie z bliska na architekturę, wnętrza pierwszych domów w stylu witkiewiczowskim.
 
 
A więc, zaczynamy:
 
 
 
 
Na pierwszy ogień idzie wspaniała willa. Willa Koliba - Muzeum Stylu Zakopiańskiego im. Stanisława Witkiewicza położona przy ulicy Kościeliskiej, najstarszej ulicy w Zakopanem.
Już patrząc na nią z daleka oczy świeciły mi się jak w piosence braci Golców, a co dopiero po przekroczeniu progu... Nie macie pojęcia jaka byłam zachwycona, nie wiedziałam gdzie mam patrzeć, wszystko było takie piękne. Podłoga melodyjnie skrzypiała przy każdym kroku... Cała willa jest w drewnie od podłogi aż po sufit! Drzwi, meble, belki pod sufitem rzeźbione, a wszystko to za sprawą samego Witkiewicza, który jest autorem stylu zakopiańskiego. A to pierwsze jego dzieło. Uwielbiam tego człowieka za to czego w życiu dokonał! Mimo tego, że nie żyje od troszeczkę ponad stu lat. Właściwie w zeszłym roku we wrześniu minęło sto lat.
 

   
Co ja bym dała za chociażby jeden malutki łyżnik, albo małą rzeźbioną półeczkę... Ah...
 



Obok tego pieca spędziłyśmy z mamą dość dłuższą chwilę, popatrzcie jak on jest pięknie wykonany, cudne są te misie... Takich pieców w całym domu było kilka, jeden z nich był w kolorze ciemnej zieleni...
 
 
Podobna weranda kiedyś stanie przed moim domem, marzy mi się już długie lata... Ale nigdy, przenigdy nie będę miała z niej takich widoków... Wielki ogród, a zza drzew wspaniały widok na góry... Chętnie napiłabym się tam kawki. Zresztą ja bym mogła tam nawet zamieszkać, bez żadnych oporów... Nawet turyści by mi nie przeszkadzali :)
 



Tak wygląda pracownia naszego artysty. Zauroczyły mnie te okna...
 



Na koniec zwiedzania miły pan, który nas przywitał, widząc moje zainteresowanie całym obiektem opowiedział mi troszkę o replice "Domu pod Jedlami" o który wypytywałam już na samym progu. Byłam w lekkim szoku kiedy dowiedziałam się że ta mini budowla ma 116 lat... Niesamowite! Model domu miał zostać zaprezentowany w 1900 roku na Wystawie Światowej w Paryżu, lecz ostatecznie niestety nie został wystawiony...
"W sierpniowym numerze 'Przeglądu Zakopiańskiego' Witkiewicz pisał:
Model został wyrzucony z wystawy, a ostatnim echem z Paryża jest urzędowy niemiecki list komisariatu, w którym donosi, że model dla braku miejsca nie został wystawiony,(...)"
A szkoda, bo panowie przez prawdopodobnie trzy miesiące w pocie czoła starali się odtworzyć dom z Kozieńca.
"Niezwykłą trudność sprawiło pokrycie dachu modelu malutkimi gontami. Witkiewicz przyjął bowiem, że tak jak pobija się gontem normalny dach, tak powinien być wykonany dach modelu, bez zasadniczych uproszczeń: 'Nadzwyczajnej cierpliwości i zręczności dowody dał Wojtek Bednarz, robiąc 8000 gontów, które tylko rozmiarami różnią się od gontów prawdziwych,(...)"
 
Cytaty zaczerpnięte zostały z książki "Dom Pod Jedlami Pawlikowskich" autora Zbigniewa Moździerza. Wydawnictwa Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Którą kupiłam w willi.
 
Robi wrażenie...
 
 
 
Drugie muzeum, a właściwie filia Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego znajduje się dalej, na tej samej ulicy przy Drodze do Rojów. Jest to maleńki domek składający się z izby czarnej służącej rodzinie na co dzień i izby białej, pełniącej rolę salonu.
 




Co mnie zachwyciły w tej góralskiej chałupie to piec i rzeźbiona półka pod sufitem z obrazkami malowanymi na szkle. Coś niesamowitego...
 

 
Jeżeli byliście w Zakopanem, a nie zaszliście nigdy wcześniej do tamtejszych muzeów, to polecam serdecznie... Można zobaczyć naprawdę ładne wnętrza oraz posłuchać jak to kiedyś było... Jak wyglądało życie sto i więcej lat temu... Polecam.
 
To tyle w dzisiejszej odsłonie cyklu 'Środowe wycieczki', zapraszam za tydzień.
 
PS: Przepraszam za jakość zdjęć, no i za to że są takie krzywe. Musiałam być nieźle otumaniona skoro nie zwracałam na to uwagi... W ogóle. :)
 
 
Pozdrawiam!
Magda
 
 
 


niedziela, 7 lutego 2016

Z przepiśnika mamy...

 
 
Witajcie!
 
Obiecałam, że pisnę słówko o tegorocznych czwartkowych pączkach. Uwierzcie, że warto poświęcić im chociaż chwilkę. Takie świeże, jeszcze ciepłe, z lekko chrupiącą skórką... W środku pyszna marmeladka różana bądź owocowa.... Mmm... Niebo w gębie! Nie ma to jak pączki własnej roboty, takie swojskie :) Mniam... To był pyszny Tłusty Czwartek. Polecam wypróbowanie poniższego przepisu, maglowany u nas od wielu pokoleń, ciągle ten sam, nie zmieniany. Zjadłam tych pączków nieprzyzwoicie dużo, ale nie przejmuję się tym za bardzo, a tym bardziej nie żałuję... Zresztą jak co roku. Hihi...
 
Łapcie przepis!
 
 
 
 
 
Przepis na pączki
 
1 kg mąki
kostka drożdży
szczypta soli
5 jajek
szklanka cukru
mleko (tyle ile potrzebuje ciasto)
2 łyżki masła
50 ml spirytusu
marmelada do nadziewania
olej i smalec do smażenia
 
Drożdże pokruszyć do kubeczka, dodać po jednej łyżce cukru, mąki i troszkę mleka. Odstawić w ciepłe miejsce aż drożdże urosną. Rozpuścić masło, mleko podgrzać. Składniki wymieszać w misce dodając tyle mleka ile potrzebuje ciasto. Rozpuszczone masło dodajemy na samym końcu. Dokładnie wymieszać. Tak przygotowane ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia. Kiedy ciasto urośnie, trzeba go jeszcze raz przerobić i ponownie odstawić. Następnie ciasto dzielimy na małe porcje, nadziewamy marmoladą, formujemy pączki i układamy na ścierce do momentu aż trochę urosną. Tak przygotowane pączki smażymy na rozgrzanej mieszance smalcu i oleju. 
 
 
Smacznego!
 
 
 
 
 
 
Życzę każdemu żeby chociaż raz w życiu mógł spróbować pączków domowej roboty...
A tymczasem, życzę wszystkim wspaniałej, ciepłej niedzieli, pełnej słoneczka.
Odpoczywajcie.
 
A ja sobie trochę poczytam :)
 
 
To tyle na dziś! Do następnego razu.
 
 
Pozdrawiam!
Magda
 
 


czwartek, 4 lutego 2016

Kubeczek do kubeczka i troszkę okruszków...

  
Witajcie!
 
Tak jak obiecałam, melduję się z kolejnym postem w tym tygodniu :) Styczeń poszedł już w niepamięć, szybciej niż zdążyłam się odwrócić... Przyszedł luty, a ja popadłam w jakiś dziwny wir planowania. Tu remont, tu zakupy, tu coś przestawić, tam poprawić... Hihi... O tak, to co lubię najbardziej. Doszło nawet do tego, że zaczęłam planować wyjazd w góry, do mojego ukochanego Zakopanego, no bo przecież kwiecień, maj tuż tuż... Już teraz nie mogę się doczekać i z wielką przyjemnością przeglądam sobie zdjęcia z poprzednich pobytów... I jakoś tak mam straszną ochotę zjeść naleśnika z bryndzą w sosie grzybowym w moim ulubionym Barze Mlecznym na Krupówkach... Ajj...
 
No ale ja tu przyszłam dzisiaj zupełnie po coś innego. Miało być domowo i skorupkowo... I będzie! Skusiłam się ostatnio na zakup czegoś małego i bardzo ładnego.... No i spełniłam jedno ze swoich maleńkich marzeń :) Mowa o kubeczkach, czeskich kubeczkach manufaktury w Bolesławcu. Zakochałam się! Są cudowne. A moja miłość zrodziła się niewinnie. Któregoś dnia pojechałam z mamą do cioci na kawkę i dostałyśmy małą czarną w cudnych filiżankach. Oj tak. Naprawdę urocze, kobaltowe w białe kropki, tak to był Bolesławiec. Od tamtej chwili zapragnęłam mieć coś z Manufaktury w Bolesławcu i moje marzenia się ziściły :) Co prawda kupiłam tylko trzy sztuki, ale wiem na pewno, że to nie koniec moich zakupów. Wybór jest ogromniasty, a mnie marzy się duża kolekcja.
 
A oto moje śliczności:
 
 
 
 
 
Dziś co prawda mamy czwartek, ten pączkowy - TŁUSTY CZWARTEK, ale ja nie o pączkach dzisiaj. Dziś zapraszam na śniadanie. Pyszne śniadanie, ze świeżym, domowym chlebem... Mniam! Kochani, wczoraj jak wróciłam z pracy myślałam, że się rozpłynę już na progu. W całym domu pięknie pachniało pieczonym chlebem i czymś jeszcze... Kminkiem. W chlebie jest kminek, który jest naprawdę cudownie wyczuwalny... Smak nie z tego świata, takie było moje doznanie po spróbowaniu pierwszego kęsa. A jak pięknie wygląda... Zresztą sami zobaczcie...
 
 
Tylko nie zwracajcie za bardzo uwagi na to jak krzywo go pokroiłam :)
 
 
 
 
Mamo! Proszę.... Częściej takie chlebusie :)
Z poważaniem Twoja córcia - Magda
 
Hihi...
 
PS: O pączkach pisnę jutro :)
 
 
Pozdrawiam!
Magda
 
 

niedziela, 31 stycznia 2016

O książkach troszeczkę...

 
Witajcie!
 
Ostatnio niestety bywam na blogu bardzo rzadko. Jaki jest powód? Ja nie wiem. Kilka razy siadałam i próbowałam coś sklecić, ale skończyło się we wszystkich przypadkach tym samym, dwa, trzy zdania i koniec. Chyba trapi mnie brak weny... Jedyna moja aktywność, to dopisywanie kolejnych tytułów książek które przeczytałam w tym roku, gdyż po raz kolejny biorę udział w wyzwaniu "Przeczytam 52 książki w 2016 roku". Różnie mi to w poprzednich latach wychodziło, lecz powiem, że z roku na rok coraz lepiej i mam nadzieję, że tym razem mi się uda. W tamtym roku pochłonęłam 36 książek o różnej tematyce, próbuję wszystkiego, ale moje serducho i tak szybciej bije na widok skandynawskich sag i książek fantastycznych. Cóż poradzę, tak już mam :) No a skoro już mowa o sagach to u Tynki szykuje się akcja WĘDRUJĄCA KSIĄŻKA z książkami Elżbiety Cherezińskiej, a dokładniej chodzi o sagę "Północna droga". Ja osobiście nie mogę się doczekać, bo jak już mówiłam, uwielbiam sagi podobnie zresztą jak Tynka :) A jedną z książek Elżbiety Cherezińskiej "Korona śniegu i krwi" wyhaczyłam parę miesięcy temu w Lidlu, kurcze jakoś nie mogłam się oprzeć. Cała ta wariacja wokół "Królów przeklętych" i "Gry o tron" sami rozumiecie :) No... Po prostu musiałam zachomikować chociaż pierwszą część. Kiedy ją przeczytam? Nie wiem. Póki co zaczytuję się w "Królach przeklętych" Maurice Druona na zmianę z kolejną częścią Sagi o Ludziach Lodu, bo to wciąga okropnie.
 
 

 
Skoro w tym poście wspomniałam o przeczytanych w zeszłym roku książkach to nie pozostało mi nic innego jak przedstawić Wam swoją listę :) plus kilka moich krótkich opinii prosto z portalu Lubimy Czytać:
 
1. "Księga Tatr" Jalu Kurek
 
Opinia:
Piękna, surowa i taka prawdziwa… „Księga Tatr” jest swoistą kopalnią wiedzy na temat historii góralszczyzny tatrzańskiej i Zakopanego. Pięknie napisana powieść pióra Jalu Kurka, ze szczegółami opowiada o wspaniałych ludziach, ludziach gór i ludziach którzy w owych górach kochali się bez pamięci. Powieść na wpół prawdziwa, na wpół fikcyjna… Poznajemy losy samego Sabały, górala z krwi i kości oraz doktora Chałubińskiego, który ukochał sobie ziemię zakopiańską i w niej zapragnął pozostać na zawsze. Jednak najpiękniejsza, najbardziej wzruszająca ze wszystkich jest postać Klimka Bachledy. To przez niego przewracałam kartki bez opamiętania z ciekawości co będzie dalej z biednym, porzuconym „bęsiem” (dziecko z nieprawego łoża), którego matka w bardzo młodym wieku umierając pozostawiła na pastwę losu…

Gorąco polecam wszystkim! Nie tylko tatromaniakom kochającym góry i Zakopane… Nie mogłam się oderwać od lektury. To jedna z moich ukochanych książek, stała się bardzo bliska mojemu sercu…
 
2. "Piąta fala" Rick Yancey
3. "Na przełęczy. Wrażenia i obrazy z Tatr" Stanisław Witkiewicz
 
Opinia:
Właśnie doczytałam ostatnią stronę i zakochałam się! Rewelacja! O tak. To jedna z tych książek, które na długo pozostają w pamięci. Rozkoszowałam się każdym jednym słowem, które Witkiewicz przelał na karty tej powieści. Stworzył wspaniałą skarbnicę wiedzy na tematy związane z Tatrami, górskimi wyprawami bez jakiegokolwiek specjalistycznego sprzętu, a także o samym Zakopanem i jego mieszkańcach. Lecz "Na przełęczy" skupia się przede wszystkim na przemierzaniu szlaków górskich, na wypasach owiec na halach i na hardości górali, którzy szli w zaparte prowadząc turystów po znajomych i nieznajomych zakątkach gór. Autor w niesamowicie pięknym stylu opisuje przyrodę tatrzańską, poczynając od smerków i limb, a kończąc na wilkach, niedźwiedziach, świstakach i orłach. Do tego wszystkiego wspaniałe opowieści Sabały. Ah… Polecam wszystkim którzy kochają góry! Bo to prawdziwa perełka.
 
4. "Księgi Jakubowe" Olga Tokarczuk
 
Opinia:
Nie dałam rady! Nie rozumiem o co tyle hałasu. Dla mnie treść książki była niemal dławiąca. Męczyłam się z nią cały miesiąc, w wyniku czego doczytałam zaledwie do połowy i się poddałam. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się nie doczytać książkę i co gorsza wcale nad tym nie ubolewam.

Zanim po nią sięgniecie przeczytajcie dokładnie opis i recenzje, bo jeżeli kogoś ten temat nie zainteresuje to nie ma sensu przez to przechodzić. Ja na oślep rzuciłam się na nią, sugerując się samą oceną, która dla mnie jest kompletnie niezrozumiała.
 
5. "Piąta fala. Bezkresne morze" Rick Yancey
 
Opinia:
Po świetnym pierwszym tomie od razu pognałam do księgarni po tom drugi, nie mogłam dłużej czekać. Strasznie byłam ciekawa co będzie dalej. Przeczytałam ją błyskawicznie, kilka godzin z przerwami i było po krzyku. Akcja wartka, cały czas coś się działo, ale czegoś mi tutaj brakowało. Właśnie to „coś” – nie mogę się zdecydować o co mi chodzi. Wydaje mi się, że troszeczkę zabrakło napięcia, a i może tajemniczości. Właściwie wszystkie karty zostały odkryte w pierwszej części. W takim razie co jeszcze może się zdarzyć w następnych dwóch tomach? Przez większość lektury niby wszystko wydaje się oczywiste, przewidywalne… A tu bach! I nasuwa się pytanie ‘Czy to na pewno o kosmitach mowa?’. No i trochę sobie poczekam na rozwianie moich wątpliwości, bo historia znowu urwała się w dziwnym momencie. Odrobinę gorsza od pierwszej części, ale i tak polecam. Warto czasem oderwać się od rzeczywistości i zagłębić się w obcym, fikcyjnym świecie…
 
6. "Pan Lodowego Ogrodu. Tom I" Jarosław Grzędowicz
7. "Chłopcy" Jakub Ćwiek
8. "Chłopcy 2. Bangarang" Jakub Ćwiek
9. "Niezgodna" Veronica Roth
10. "Jak to się skończy" Barbara Rybałtowska
11. "Dzienniki 1945-1950" Agnieszka Osiecka
12. "Będziesz tam?" Guillaume Musso
13. "Pan Lodowego Ogrodu. Tom II" Jarosław Grzędowicz
14. "Zbuntowana" Veronica Roth
15. "Gwiazd naszych wina" John Green
16. "Hobbit, czyli tam i z powrotem" J.R.R. Tolkien
17. "Zabić drozda" Nelle Harper Lee
18. "Saga o Ludziach Lodu. Zauroczenie" Margit Sandemo
19. "Saga o Ludziach Lodu. Polowanie na czarownice" Margit Sandemo
20. "Saga o Ludziach Lodu. Otchłań" Margit Sandemo
21. "Żona piekarza" Marcel Pagnol
22. "Rok szczura. Widząca" Olga Gromyko
23. "Saga o Ludziach Lodu. Tęsknota" Margit Sandemo
24. "Saga o Ludziach Lodu. Grzech śmiertelny" Margit Sandemo
25. "Saga o Ludziach Lodu. Dziedzictwo zła" Margit Sandemo
26. "Mona" Dan T. Sehlberg
27. "Na jagody" Maria Konopnicka :)
28. "Chata za wsią" Józef Ignacy Kraszewski
29. "Saga o Ludziach Lodu. Zamek duchów" Margit Sandemo
30. "Dzika droga. Jak odnalazłam siebie" Cheryl Strayed
31. "Saga o Ludziach Lodu. Córka hycla" Margit Sandemo
32. "Saga o Ludziach Lodu. Samotny" Margit Sandemo
33. "Śmierć w Breslau" Marek Krajewski
34. "Zawód: Wiedźma. Część 1" Olga Gromyko
35. "Kolęda. Świerszcz za kominem" Charles Dickens
36. "Zawód: Wiedźma. Część 2" Olga Gromyko
 
 
To tyle z przeczytanych tytułów. Jak tak teraz na to patrzę, to wiem że mogło być o wiele lepiej, gdyż półki u mnie w domu aż uginają się od ciężaru książek, tylko czasu jakby tak odrobinkę za mało. Pewnie padnie pytanie dlaczego nie przeczytałam wszystkich tomów "Pana Lodowego Ogrodu". Hmm... Poczekam chyba aż cała seria pojawi się w mojej biblioteczce. Powód, nie umiem się dopchać do tej książki w bibliotece, ciągle jest ktoś przede mną...
 
 
 
Zmalowałam iście książkowego posta :) W końcu. Tak sobie właśnie myślę, że takich wpisów będzie więcej, w tym książkowe zakupy i może jakieś polecajki :) a poza tym, czas chyba, żebym pokazała co zobaczyłam, zwiedziłam w 2015 roku, bo wycieczek było sporo a wpisów malutko, oj za mało... No więc... Załogo! Przygotujcie się na wspomnienia :)
 
Na koniec zdradzę, że następnym razem będzie domowo - skorupkowo. Spełniłam kolejne swoje maleńkie marzenie i kupiłam pierwsze trzy okazy! A do tego od razu uzmysłowiłam sobie, że będzie tego więcej i więcej... Oh! Tajemniczo, co nie? :)
 
Pa, pa!
 
 
 
Pozdrawiam!
Magda
 
 

niedziela, 27 grudnia 2015

Poświąteczny czas...

 
Hej, hej!
 
Witam Was poświątecznie... Przedświątecznie się niestety nie wyrobiłam, gdyż tak zalatana nie byłam jeszcze nigdy w życiu. Poważnie mówię :) Popołudniowe zmiany w pracy nijak nie idą w parze ze świątecznymi przygotowaniami i takim oto sposobem wszystko robiłam na ostatni moment, żeby choć troszeczkę odciążyć mamę. A skoro już z przygotowaniami do świąt było krucho, z blogiem było jeszcze gorzej... Szkoda, szczerze żałuję, bo sporo się działo i marzyło mi się żeby zrobić coś w rodzaju blogmas'a, może w przyszłym roku się uda...
 
Święta w tym roku minęły bardzo rodzinnie i powiem Wam szczerze, że pierwszy raz w życiu mam już dosyć świętowania... Zmęczyłam się okropnie, tym siedzeniem, jedzeniem i siedzeniem i jedzeniem... Między siedzeniem i jedzeniem były tylko dwa nie za długie spacerki, w związku z tym jutro postanowiłam iść do pracy na piechotę (cztery kilometry), to mi bardzo dobrze zrobi. Zresztą i tak nie miałabym czym pojechać. Gdyż jak to zazwyczaj w święta bywa, zawsze musi coś nawalić... Kiedy samochód przydałby się, chociażby po to żeby się wybrać zobaczyć jakąś szopkę, jest to niemożliwe, bo nagle zamek od drzwi kierowcy postanowił zastrajkować i rozpaść się w drobny mak. Co za tym idzie, samochód stoi bez drzwi... Co zrobić. A żeby było śmieszniej, to jak już mówimy o nawalaniu... Kuchnia też jest cała zagracona, panele ścienne porozbierane, gdyż nagle naszemu bojlerowi przepływowemu się odwidziało i stwierdził, że skoro w wannie pływają karpie to gorąca woda jest zbędna i wyjechał na wakacje... Teraz między świętami trzeba szybko szukać fachowca... Jak ja kocham, takie świąteczne usterki... Aaaaaaaaaaaa...
 
Bardzo, bardzo lubię świąteczne klimaty, żywą, pachnącą choinkę, lampki, zielone girlandy, świece... A w tym roku zaszalałam i zainwestowałam w czerwień, świąteczną czerwień... W końcu spełniłam swoje marzenie i kupiłam zasłony w czerwoną kratę, specjalnie na święta. Efekt jest naprawdę ładny, najchętniej nie wychodziłabym z domu, zakopałabym się w kocach na kanapie i poleżała może miesiąc :) Hi, hi, hi... Bo tak właściwie, to teraz przydałby mi się jeszcze urlop, żeby odpocząć od jedzenia i siedzenia, dla odmiany bym poleżała... I leżałabym tak długo, aż poczułabym się po tym obżarstwie lżej :) No. Wiem, wiem... Gadam głupoty... Ale obiecuję sobie już od kilku lat, że w święta będę odpoczywała do góry brzuchem i nigdy mi nie wychodzi, bo szkoda mi tego pięknego czasu... Oj szkoda.
 
 


 
 
 
Na koniec omal nie straciłam całego tekstu, a zdjęcia są w stanie surowym gdyż mój program do obróbki zdjęć zaczął wymyślać... Ah ta złośliwość rzeczy martwych.

Życzę Wam miłego wieczoru, do zobaczenia.

Pozdrawiam!
Magda
 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...