niedziela, 21 grudnia 2014

Nic już nie będzie takie samo...

Witajcie!

To już czwarta niedziela Adwentu... Święta tuż tuż. Przy samym progu. To moje ukochane Święta. Co roku cieszę się na nie jak małe dziecko i bardzo pieczołowicie się do nich przygotowuję. Zresztą jak każdy, chyba. W tym roku niestety jest inaczej. Krzątam się po domu z kąta w kąt. Tu coś sprzątnę, tam coś przestawię... W ogóle nie czuję klimatu Adwentu. Wieniec na drzwiach zawisł dopiero po drugiej niedzieli, podobnie było ze świeczkami na stole.
Nie cieszy blask lampek, radość z pieczenia ciasteczek odeszła, przystrajanie domu idzie nam kulawo. Jest nam bardzo trudno... Nic już nie będzie takie samo...
 
 
Utrata bliskiej osoby bardzo boli, a boli tym bardziej gdy te najpiękniejsze chwile w roku zbliżają się wielkimi krokami i trzeba je będzie spędzić w niepełnym gronie. Trzy tygodnie temu pożegnaliśmy mojego tatę... Miał zaledwie 51 lat. Tak bardzo nam go brakuje...
Nigdy bym się nie spodziewała, że będąc z mamą za granicą, w domu dojdzie do takiej tragedii i tato mnie już nigdy nie przywita w progu domu... Do końca życia nie zapomnę naszego ostatniego pożegnania przy busie, którym odjeżdżałyśmy w stronę Holandii... Ten ostatni uścisk wyrył mi się w pamięci jak grawer na szkle... 
 

Do widzenia tato...
 
 

Pomimo żalu i smutku, który gęsto wypełnia atmosferę w całym domu, z całych sił staramy się brnąć w te Święta... Przywieźliśmy choinkę, która stoi w pokoju ubrana do połowy, gdyż jeden z kompletów lampek odmówił posłuszeństwa i trzeba się wybrać do sklepu po nowe. Dziś w planach mamy lukrowanie ciasteczek i pierniczków. Prezenty mam z głowy gdyż większość przyszło pocztą bądź też kurierem, na kilka paczuszek jeszcze czekam... Myślę, że do Świąt dotrą, mam nadzieję. Pozostały jeszcze tylko zakupy spożywcze. A co dalej? To się okaże...

Jakby tego wszystkiego było mało, żyć nie daje mi ząb, który po wizycie u jednego stomatologa boli jeszcze bardziej niż przed wizytą i nie pozostanie mi nic innego jak udanie się po weekendzie do kolejnego lekarza... Można oszaleć z bólu. Ratuję się wszelkimi sposobami, tabletki odstawiłam, bo już w ogóle nie działają, wszędzie chodzę z butelką zimnej wody. Do tego Alpa, napar z szałwii i goździki... Wszystko powoduje chwilową tylko ulgą, ale wczoraj namierzyłam w sieci artykuł z domowymi sposobami i wyczytałam, że należy rozgryźć ząbek czosnku. Tak też zrobiłam! Po niecałej minucie było po bólu. Jak ręką odjął! I co ważne, najważniejsze, znieczulenie długoterminowe. Minusem jest "zapach", ale po takiej męczarni nawet to nie przeszkadza.
 
Wspaniałej przedświątecznej niedzieli Wam życzę!
 
Pozdrawiam!
 
Magda
 
 
 
 
 

wtorek, 4 listopada 2014

Wyniki zabawy...

Witajcie kochani!
 
Wpadam do Was szybciutko z wynikami mojej zabawy "Polecamy książki na długie wieczory". Założenia były takie, że wybiorę trzy najciekawsze recenzje. Zmieniłam zdanie, zrobiłam losowanie, gdyż było by mi bardzo trudno wybrać... Stworzyłyście naprawdę wspaniałe zbiory "polecajek"! Bardzo dziękuję wszystkim uczestniczkom za udział w zabawie.
 
 
 
A upominki polecą do:
 
 
 
pomyslowe
ZAgatkowa
Dotk@
 
Gratuluję dziewczyny! :)
Poproszę o adresy do wysyłki. 
 
 
A na koniec mam dla Was ostatni bukiet świeżych kwiatów z ogrodu... Słoneczne Dalie! Niestety u nas ogród już powoli "zasypia". Hmm... Pozostały Cynie, Aksamitki wysokie i Rutbekie, wszystkie w kolorach słońca... Piękne i takie ulotne...
 
 
 
No i holenderski akcent, jeszcze kilka dni i uciekam :)
Wrócę dopiero przed Świętami Bożego Narodzenia...
 
 
 
 
Miłego, ciepłego wieczoru życzę! :)
 
 
 
Pozdrawiam!
 
Magda


sobota, 25 października 2014

Zaproszenie do domu...

Witajcie!
 
Za kilka chwil czeka nas Halloween, kolorowy, ciepły październik zbliża się ku końcowi. Liście spadają i spadają, na drzewach pozostało ich naprawdę niewiele. Czyli? Najpiękniejsza Złota Polska Jesień odchodzi w zapomnienie. Ale nie ma co rozpaczać gdyż niebawem czeka nas ten najpiękniejszy czas w roku! Adwent - w oczekiwaniu na Boże Narodzenie. Kocham te Święta i życzyłabym sobie żeby w tym roku były białe... O taaaaak. Tylko do kogo mam z tą prośbą się udać? Pytanie pozostaje bez odpowiedzi. A może jednak tym razem się poszczęści i oprószy nas biały puch.
 
Tymczasem, przed nami zupełnie inne święto... Wspominane wcześniej Halloween rodem ze Stanów Zjednoczonych, które u nas z roku na rok staje się coraz popularniejsze. Ja osobiście chciałabym żeby Halloween było w Polsce obchodzone z pompą równą USA. Amerykanie pozostają wierni tradycji, co roku z dużym, bodajże miesięcznym wyprzedzeniem przystrajane są domy. Ozdoby bywają przeróżne, aczkolwiek cel jest jeden - ma być strasznie :) Dynie, czarownice, duchy, światełka... Kombinacje dowolne. Halloween'owy szał jest na tyle duży, że istnieją sklepy z akcesoriami, jakimiś ozdobami, przebraniami, które otwierane są tylko i wyłącznie na ten okres. Dzieci przebierają się za różne stworki, potworki i inne czarownice... :) i chodzą od domu do domu mówiąc "Cukierek albo psikus". Wszyscy znamy to z filmów oczywiście. Warto wtedy mieć na wyposażeniu zapas cukierków, bo skutki mogą być masakryczne. No bo kto chciałby mieć dom obrzucony jajkami lub spotkać się z czymś dziwnym na progu domu?
Natomiast dorośli organizują imprezy na które obowiązkowo trzeba się przebrać, gdyż w przeciwnym razie może się zdarzyć, że trzeba będzie zapłacić albo poddanym się zostanie jakiejś dziwacznej próbie... No. Wniosek? Lepiej udawać wiedźmę! :) Podobno na tego typu imprezach nuda nie ma wstępu, więc super zabawa murowana... Jedną z atrakcji jest łowienie jabłek z wody. Uwaga! Zębami! Hmm... Musi być ciekawie...
 
 
 Podoba mi się to święto! Chciałabym chociaż raz w pełni w nim uczestniczyć. :)
Nigdy wcześniej nie planowałam sobie wieczoru strachów, potem bywało mi troszkę łyso... a nawet żal...  Telewizja również nie pozostaje obojętna, co roku daje nam sporą dawkę tematycznych programów i filmów. Wszędzie trąbi się o Halloween, a ja nie biorę w tym udziału... A więc. W tym roku postanowiłam sobie spędzić ten wieczór przyjemnie... :) Wprawdzie do końca jeszcze nie wiem jak to u mnie będzie wyglądało, ale nie mam zamiaru odpuścić. W przyszłym tygodniu zapewne pochwalę się co i jak. A dzisiaj zadbałyśmy z mamą o Wielkie Wejście do domu! :) Spokojnie, nie mam zamiaru sięgać rangi amerykańskiej pomysłowości, szału nie ma. Delikatnie, jesiennie z motywem strasznej dyni...
Nie mam zamiaru nikogo straszyć... Hi, hi... Bo wiecie, trzeba pamiętać, że nie każdy akceptuje cały ten szum wokół Halloween. Nie będziemy gorszyć ludzi...
 
 
 
Długo zastanawiałam się czym w tym roku przyozdobić drzwi wejściowe... Przegrzebałam cały Pinterest w poszukiwaniu motywacji. Pomysłów, które mnie zainteresowały znalazłam kilka, ale ostatecznie padło na róże z liści... A wszystko po tym jak podczas prac w ogrodzie zobaczyłam te piękne, kolorowe dzieła sztuki prosto od Matki Natury... I tak oto powstał jesienny wieniec na drzwi...
 
 
 
 
 
 
 
A Wy lubicie Halloween? Obchodzicie?
 
Pozdrawiam cieplutko!
 
Magda

czwartek, 23 października 2014

Nieskończone sprawy...

 Witajcie!
 
Pogoda za oknem niestety nie rozpieszcza, w ostatnich dniach da się odczuć jesienną aurę. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilka dni temu przepięknie świeciło słońce, a temperatury były bliskie dwudziestej kreski. Może być pięknie tygodniami i człowiek czuję się wspaniale, promienie słońca dopieszczają, większość czasu spędza się na dworze... I wtedy przychodzi jeden pochmurny, niemiłosiernie ciemny dzień i wszystko lega w gruzach. Nie ma się na nic ochoty, najlepiej nie wychodziłoby się z łóżka. Ja osobiście wolałabym te dni przespać, nic o nich nie wiedząc, ale trzeba wziąć się w garść, bo ileż można marudzić???
 
Mój plan jest taki. Pozałatwiać wszystkie sprawy, które ciążą z tyłu głowy. To takie przez które w żaden sposób nie można się zrelaksować, choćby na siłę próbować o nich zapomnieć, przysłowiowo zamieść pod dywan - to i tak nic nie da! Szkoda czasu na to zamiatanie! Zrobić co zrobić i się odprężyć.
 
Nigdy nie robiłam czegoś takiego jak plan dnia, nie potrzebowałam tego. Nie wiem czy z wiekiem człowiekowi piętrzą się sprawy do pozałatwiania, czy o co w tym wszystkim chodzi, ale ostatnio nie wyrabiam z czasem, więc nie ma mowy o jakimkolwiek relaksie. Przez słowo relaks rozumiem całkowite odprężenie, głowa jest wolna od  niepotrzebnych myśli... No i... Ja tak już dawno nie miałam, nazywam rzeczy po imieniu: Muszę odpocząć, zrelaksować się. I wcale tak nie jest, bo relaks w moim wykonaniu to ciągły natłok myśli...
 
Więc postanowiłam sobie rozplanować kolejne dni, tak żebym się nie zaharowała, a była usatysfakcjonowana. Po odhaczeniu obowiązków być może uda mi się odprężyć - zobaczymy.
Zadanie jest o tyle trudne, że w pierwszej dekadzie listopada wyjeżdżam znowu za granicę i wrócę dopiero przed Świętami... Więc teraz wyobraźcie sobie ten myślotok, który mi na okrągło towarzyszy. Aaaaaaaaa....
 
 
Mam całą masę pozaczynanych rzeczy, które trzeba by było skończyć, a kolejna góra rzeczy to te co powoli wypadałoby zacząć. Hmm... O tych okrutnych powinnościach jakimi są porządki przedświąteczne pisać nie będę, bo nie wiem czy damy radę to ogarnąć w tym roku. A z drugiej strony jak nawet nie spróbuję, to mnie szlag jasny trafi w samą Wigilię. No co ja poradzę? Tak już mam i zawsze na Boże Narodzenie dom ma być czysty i świeży... Najpiękniejszy czas w okresie adwentu spędzę w Holandii, więc mało w tym roku nacieszę oko ozdobionym domem, za mało. No ale! Albo wóz albo przewóz, nie można mieć wszystkiego!
 
 
Aktualnie pozaczynane rzeczy troszkę mnie zasypują. Do skończenia mamy parę szydełkowych projektów. Jeden z nich jest mega ważny, bo ma być dla kogoś prezentem. Poza tym muszę uporać się z ubraniami, które też mnie zasypują. Mam mnóstwo rzeczy których nie noszę, a ciężko jest mi się z nimi rozstać... i tak to potem wygląda jak się ma syndrom chomika. Znalazłam wyjście, ale muszę działać szybko, tak żebym się przypadkiem nie rozmyśliła. Sporą część po prostu oddam, a resztę wystawiam na Szafa.pl. I to jest główna rzecz, która ciągle zaprząta mi głowę. Jak już pozbędę się niepotrzebnych ciuchów, będę przeszczęśliwa. :)
 
 

 
 
Do roboty! Dopijam kawkę z mlekiem i cynamonem, kończę pisać posta i zaczynam planowanie na następne dni. A dziś zajmę się jeszcze stertą ubrań, które chcę wystawić na portalu...
 
Miłego wieczoru Wam życzę!
Pełnego relaksu...
 
Pozdrawiam!
 
Magda
 

wtorek, 21 października 2014

TAG: kierowcą być!

Witajcie!
 
Już od jakiegoś czasu chodziło za mną odpowiedzenie na jakiś TAG, który krąży w sieci. 
Skąd taki pomysł?
Wiele razy natknęłam się na blogach na TAGi o przeróżnej tematyce, a i na YouTube obejrzałam miliony filmików, które bywają naprawdę ciekawe... 
Pomysł bardzo mi się spodobał, więc postanowiłam wybrać jeden temat i odpowiedzieć na pytania. Co prawda otagowana nie zostałam, ale to nie znaczy, że nie mogę zrobić TAGu u siebie. :)
 
 
via Pinterest
 
 
1. Za którym razem zdałaś prawo jazdy?
 
Do egzaminu na prawo jazdy podchodziłam trzy razy, gdyż dwa razy miałam problem z jazdą po łuku. Zżarł mnie stres i nie wyrobiłam zakrętu... Hmmm...
 
2. Ile lat masz już prawo jazdy?
 
Dokument posiadam od 6 grudnia 2007 roku, więc to już prawie 7 lat! O mamoo...
 
3. Jakie kategorie prawa jazdy posiadasz?
 
Aktualnie posiadam tylko kategorię B, lecz od siedmiu lat chodzi za mną również kat. A i chyba mnie nie dogoni... Hi, hi...
 
4. Jakim samochodem odbyłaś swoją pierwszą samodzielną jazdę?
 
Otóż... Ta pierwsza jazda miała tak komiczne tło, że aż muszę o tym wspomnieć. :)
Pierwszą jazdę odbyłam samochodem ojca oczywiście, to był Volkswagen Jetta z automatyczną skrzynią biegów. Było to ponad miesiąc po tym jak odebrałam prawo jazdy, dokładnie 12 stycznia, bo wcześniej byłam na urodzinach u babci. Odwiozłam rodziców do domu i już miałam ruszać w swoją pierwszą samotną podróż z powrotem do miejscowości gdzie mieszkała babcia, gdzie umówiłam się z koleżanką i nagle mój tata zaczął swój protest. Za nic w świecie nie chciał wysiąść z auta, bo... "Nie pojedziesz sama, bo na drodze jest szklanka!". I tak to trwało chyba z pół godziny, pomogła dopiero interwencja sąsiadki :)
 
5. Za co dostałaś pierwszy mandat?
 
Ajjj! Wstyd mi... Za przekroczenie prędkości niestety. Za bardzo spieszyłam się na after party :)
 
6. Twój ulubiony zapach do samochodu?
 
Nie znoszę jakiegokolwiek zapachu w samochodzie... Świeże powietrze, inne nie wchodzą w grę, bo niestety od razu mam mdłości i boli mnie głowa.
 
7. Jaki rodzaj muzyki słuchasz jeżdżąc autem?
 
W czasie jazdy zazwyczaj słucham radia. Bardzo rzadko zdarza się żebym słuchała muzyki z płyty czy innego nośnika. No chyba, że wybieram się w bardzo długą podróż, wtedy tworzę playlistę ulubionych kawałków, które akurat mam "na tapecie" :)
 
8. Co jest dla ciebie "Must Have" w twoim aucie?
 
Hmm... Czyste szyby! Co za tym idzie, sprawne wycieraczki i płyn do spryskiwaczy. A tak w dodatku - okulary przeciwsłoneczne o których przeważnie zapominam... :)
 
9. Jak często sprzątasz swoje auto?
 
Oj... nie pytajcie. Baaaardzo rzadko! Może dlatego, że nie mam własnego samochodu... Rower mi wystarcza! Hi, hi...
 
10. Jaka była twoja najdalsza podróż samochodem jako kierowca?
 
Moja najdłuższa podróż za kierownicą trwała 8 godzin i po wyjściu z auta padłam na twarz. Wstałam dzień później! :) Męczarnia. Podziwiam zawodowych kierowców! Chylę czoła.
 
11. Czy zdarzyło ci się kiedyś złapać gumę i zmieniać przebitą oponę?
 
Ooooo nie... Nawet mi się to nie śniło. :) Pewnie bym sobie poradziła, ale czy by mi potem to koło nie odpadło... Na to gwarancji nie mogę dać!
 
12. Mapa papierowa czy nawigacja?
 
Ciężko powiedzieć. Z papierową mapką potrafię nawet spacerując po mieście zabłądzić, co dopiero za kierownicą... No nie opanowałam jazdy z mapą na kierownicy, nawet nie próbowałam, bo daleko bym nie zajechała, co najwyżej do płotu... Co do nawigacji... Hmm... W tym wypadku to jak wygrana w totka albo się trafi albo nie. Jadąc w Bieszczady wspomniane wcześniej 8 godzin nawigacja nie bardzo mi się sprawdziła...
 
13. Czy lubisz podróżować jako pasażer? 
 
Oczywiście, że lubię. Uwielbiam spać podczas jazdy.... Nieraz to silniejsze ode mnie i nawet jak widoki za szybami cudne, powieki żyją swoim życiem. Ale to mam ponoć od dziecka, ledwo zapakowali mnie do auta i już spałam.... No!
 
14. Preferujesz spokojną czy szybką jazdę autem?
 
Ani spokojną ani zbyt szybką. Podczas spokojnej jazdy, mam wrażenie, że w tym życiu nie dojadę do celu, co mnie potwornie irytuje. Zaś zbyt szybka i brawurowa jazda sprawia, że najzwyczajniej w świecie się boję...
 
15. Czy zawsze zwracasz uwagę na znaki?
 
Zazwyczaj tak! Bardzo się staram, naprawdę mocno... Ale mam straszny problem z tymi z ograniczeniem prędkości... :) No bo jak można jechać 40 km/h... No jak? Ja się pytam...
 
16. Co najbardziej denerwuje cię u innych kierowców?
 
Przede wszystkim brak kultury na drodze... To jest temat powszechny i wydaje mi się, że powinny być w tym zakresie szkolenia obowiązkowe do zaliczenia przed zajęciem miejsca za kierownicą. Gdyż to co poniektórzy kierowcy wyczyniają przechodzi ludzkie pojęcia!
 
17. Jaką porą roku najbardziej lubisz jeździć autem i dlaczego?
 
Nigdy się nad tym nie zastawiałam. Nie umiałabym wybrać, bo dla mnie to bez znaczenia. O każdej porze roku trzeba zachować ostrożność na jezdni... Chociaż, lubię jeździć gdy mocno pada śnieg, wtedy mam wrażenie jakby świat na chwilę zwolnił...
 
18. Jazda w dzień czy w nocy?
 
Zdecydowanie w dzień! W nocy mocno się męczę. A poza tym mam problem z określeniem w jakiej odległości ode mnie jest samochód, który jedzie z naprzeciwka, a to jest bardzo niebezpieczne.
 
19. W czasie upału otwarta szyba czy klimatyzacja?
 
Otwarta szyba! Nienawidzę klimatyzacji... Mam dosyć chorowania za jej sprawką.
 
20. Jaki jest twój wymarzony samochód?
 
Fiat 500C!!! Uwielbiam ten samochodzik. Jest uroczy!
 
 
 
Uff... Koniec pytań. :)
 Zadanie wykonane.
 Teraz Wasza kolej.
 Zachęcam do odpowiedzi na te pytania na swoich blogach.
 Fajna zabawa!
 
Pozdrawiam!
 
Magda
 
 
 
 



sobota, 18 października 2014

Dogrywka...

Witajcie kochani!
 
Wracam do Was najszybciej jak mogę. Wypoczęta, po urlopie...
 
Stąd to opóźnienie jeśli chodzi o moją blogową zabawę. Podjęłam decyzję i postanowiłam, że przedłużę termin zgłaszania Waszych propozycji. Powód? Ze statystyk wynika, że zainteresowanie było naprawdę ogromne (przeszło moje najśmielsze oczekiwania!), ale zgłoszeń niestety jest malutko... A więc... Dla wszystkich tych, którzy za długo się zastanawiali albo nie zdążyli stworzyć zbioru swoich ulubionych książek, ogłaszam DOGRYWKĘ.
Przedłużam zabawę do końca miesiąca! :)
 
Moi drodzy jest jeszcze sporo czasu, do dzieła!
 
Przypominam zasady gry:
 
"Polecamy książki na długie wieczory"
 
 
Zabawa będzie polegać na tym, żeby każdy z chętnych stworzył listę tytułów, które szczególnie zapadły mu w pamięć. Nie ważne jaki to gatunek literatury i kiedy była ona przeczytana, bo to może być książka z dzieciństwa. :) Ważne, żebyście ją mile i ciepło wspominali i potrafili napisać o niej parę słów żeby zachęcić do sięgnięcia po nią. Bo przecież zabawa polega na gorrrrącym polecaniu... :)
 
Należy podać minimum pięć książek... Oczywiście mile widziane więcej, ale to nie jest konieczne.
 
Na swoim blogu umieszczamy banerek promujący zabawę. Uwaga! Jeżeli ktoś nie posiada bloga, a chce wziąć udział w zabawie wysyła do mnie maila ze swoją listą książek, a banerek udostępnia na Facebooku. Kochani, chcę aby było nas jak najwięcej, bo dłuuuuugich, ciemnych wieczorów będzie naprawdę sporo. :) A pamiętajcie o tym, że lista będzie źródłem inspiracji dla każdego z nas. Jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie...
 
Zabawa będzie trwała do dnia 31 października i po tym dniu wybiorę trzy najciekawsze moim zdaniem rekomendacje i nagrodzę je upominkami wykonanymi przeze mnie :) 
 Wchodzicie w to?
 
A więc tak, piszecie u siebie na blogu posta z listą Waszych perełek i w komentarzach u mnie zostawiacie link, ot cała filozofia... :) Liczę na Was. To zajmie kilka chwil, a przyda się wielu osóbkom, które chciałyby poczytać coś wciągającego, od czego nie sposób się oderwać... Lubicie takie książki? Ja uwielbiam!
 
Do dzieła!
 
Pozdrawiam!
 
 Magda
 
 
 
 


czwartek, 2 października 2014

Wakacyjny kalejdoskop, Wisła. Wspomnień czar...

Witajcie!
 
Wracam do Was po małej przerwie. U mnie ostatnio sporo się działo. Mam dużo spraw na głowie, między innymi szukanie nowej pracy. Ale mniejsza o to. :) Poza tym, że mam młyn, są też zaległości na blogu, więc skupię się na tym. A przy okazji powspominam sobie moje letnie wojaże.
 
W lipcu postanowiłam zaszaleć, hehe... Tak, tak! Zaszalałam. Mimo tego, że cały miesiąc przesiedziałam w Holandii wykorzystując caluśki urlop jaki miałam. Nie minęło kilka dni, a ja znowu byłam w drodze na mini urlop. Da się? Da! I przy okazji spełniłam jedno ze swoich marzeń. O czym mowa? Skoki narciarskie! O taaaak. Jestem wielką fanką skoków narciarskich i biegów narciarskich. Kibicuję naszym chłopakom i dziewczynom z całych sił :) I dziękuję Panu Bogu, że istnieje coś takiego jak Letnie Grand Prix w skokach, bo bym chyba oszalała między jedną, a drugą zimą :) Hihi... Kupiłam bilety na dwa dni zawodów i tak oto, pewnego lipcowego wieczoru udało mi się stanąć oko w oko z samym podwójnym mistrzem olimpijskim Kamilem Stochem i jego kolegą z reprezentacji - Maciejem Kotem! To były cudowne dwa dni, niezapomniane emocje. Mam nadzieję, że zimą uda mi się pojechać na zawody do Zakopanego. Byłoby wspaniale! :)
 
 
 Uroczyste otwarcie Letniej Grand Prix w Wiśle. Prezentacja państw.

  Nasza drużyna na najwyższym stopniu podium. Yeah! :)

 
 
 
 
Dawid Kubacki wręcza mi kartkę z autografem :)
 
Powiem Wam, że to niesamowite uczucie zobaczyć ich wszystkich na żywo. Skoczków można było spotkać wszędzie, paru mijaliśmy w lasku w drodze na skocznię.
Na przykład Petera Prevca. :)
 
 
Poza przesiadywaniem na skoczni udało nam się też troszeczkę w tej Wiśle zobaczyć.
Byliśmy między innymi w rezydencji Prezydenta RP. Niestety nie udało nam się wejść do środka bez przewodnika. Górny Zamek oglądaliśmy tylko zza płotu, za to byliśmy w Zamku Dolnym, a dokładniej pospacerowaliśmy dookoła...
 
 
 
 Piękny widoczek z Zamku Dolnego...

 Siłownia na świeżym powietrzu... Przetestowana przeze mnie :)

 Przepiękna altana z grillem.

 Prywatne lądowisko dla helikopterów. A jak!

 Zapora i Jezioro Czerniańskie. Cudowny krajobraz. Można chłonąć ten widok godzinami i się nie nudzi.
 
 
I na koniec ośmiometrowy Wodospad na Wisełce. Wodospad jest sztucznie zbudowany, ale i tak to bardzo urokliwe miejsce. 
 
To był wspaniały wypad. Długo utkwi w mojej pamięci :)
 
A zwieńczeniem dwudniowej wycieczki była wizyta w Dream Parku w Ochabach, ale o tym w następnym poście.
 
Pozdrawiam!

 Magda