sobota, 18 października 2014

Dogrywka...

Witajcie kochani!
 
Wracam do Was najszybciej jak mogę. Wypoczęta, po urlopie...
 
Stąd to opóźnienie jeśli chodzi o moją blogową zabawę. Podjęłam decyzję i postanowiłam, że przedłużę termin zgłaszania Waszych propozycji. Powód? Ze statystyk wynika, że zainteresowanie było naprawdę ogromne (przeszło moje najśmielsze oczekiwania!), ale zgłoszeń niestety jest malutko... A więc... Dla wszystkich tych, którzy za długo się zastanawiali albo nie zdążyli stworzyć zbioru swoich ulubionych książek, ogłaszam DOGRYWKĘ.
Przedłużam zabawę do końca miesiąca! :)
 
Moi drodzy jest jeszcze sporo czasu, do dzieła!
 
Przypominam zasady gry:
 
"Polecamy książki na długie wieczory"
 
 
Zabawa będzie polegać na tym, żeby każdy z chętnych stworzył listę tytułów, które szczególnie zapadły mu w pamięć. Nie ważne jaki to gatunek literatury i kiedy była ona przeczytana, bo to może być książka z dzieciństwa. :) Ważne, żebyście ją mile i ciepło wspominali i potrafili napisać o niej parę słów żeby zachęcić do sięgnięcia po nią. Bo przecież zabawa polega na gorrrrącym polecaniu... :)
 
Należy podać minimum pięć książek... Oczywiście mile widziane więcej, ale to nie jest konieczne.
 
Na swoim blogu umieszczamy banerek promujący zabawę. Uwaga! Jeżeli ktoś nie posiada bloga, a chce wziąć udział w zabawie wysyła do mnie maila ze swoją listą książek, a banerek udostępnia na Facebooku. Kochani, chcę aby było nas jak najwięcej, bo dłuuuuugich, ciemnych wieczorów będzie naprawdę sporo. :) A pamiętajcie o tym, że lista będzie źródłem inspiracji dla każdego z nas. Jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie...
 
Zabawa będzie trwała do dnia 31 października i po tym dniu wybiorę trzy najciekawsze moim zdaniem rekomendacje i nagrodzę je upominkami wykonanymi przeze mnie :) 
 Wchodzicie w to?
 
A więc tak, piszecie u siebie na blogu posta z listą Waszych perełek i w komentarzach u mnie zostawiacie link, ot cała filozofia... :) Liczę na Was. To zajmie kilka chwil, a przyda się wielu osóbkom, które chciałyby poczytać coś wciągającego, od czego nie sposób się oderwać... Lubicie takie książki? Ja uwielbiam!
 
Do dzieła!
 
Pozdrawiam!
 
 Magda
 
 
 
 


czwartek, 2 października 2014

Wakacyjny kalejdoskop, Wisła. Wspomnień czar...

Witajcie!
 
Wracam do Was po małej przerwie. U mnie ostatnio sporo się działo. Mam dużo spraw na głowie, między innymi szukanie nowej pracy. Ale mniejsza o to. :) Poza tym, że mam młyn, są też zaległości na blogu, więc skupię się na tym. A przy okazji powspominam sobie moje letnie wojaże.
 
W lipcu postanowiłam zaszaleć, hehe... Tak, tak! Zaszalałam. Mimo tego, że cały miesiąc przesiedziałam w Holandii wykorzystując caluśki urlop jaki miałam. Nie minęło kilka dni, a ja znowu byłam w drodze na mini urlop. Da się? Da! I przy okazji spełniłam jedno ze swoich marzeń. O czym mowa? Skoki narciarskie! O taaaak. Jestem wielką fanką skoków narciarskich i biegów narciarskich. Kibicuję naszym chłopakom i dziewczynom z całych sił :) I dziękuję Panu Bogu, że istnieje coś takiego jak Letnie Grand Prix w skokach, bo bym chyba oszalała między jedną, a drugą zimą :) Hihi... Kupiłam bilety na dwa dni zawodów i tak oto, pewnego lipcowego wieczoru udało mi się stanąć oko w oko z samym podwójnym mistrzem olimpijskim Kamilem Stochem i jego kolegą z reprezentacji - Maciejem Kotem! To były cudowne dwa dni, niezapomniane emocje. Mam nadzieję, że zimą uda mi się pojechać na zawody do Zakopanego. Byłoby wspaniale! :)
 
 
 Uroczyste otwarcie Letniej Grand Prix w Wiśle. Prezentacja państw.

  Nasza drużyna na najwyższym stopniu podium. Yeah! :)

 
 
 
 
Dawid Kubacki wręcza mi kartkę z autografem :)
 
Powiem Wam, że to niesamowite uczucie zobaczyć ich wszystkich na żywo. Skoczków można było spotkać wszędzie, paru mijaliśmy w lasku w drodze na skocznię.
Na przykład Petera Prevca. :)
 
 
Poza przesiadywaniem na skoczni udało nam się też troszeczkę w tej Wiśle zobaczyć.
Byliśmy między innymi w rezydencji Prezydenta RP. Niestety nie udało nam się wejść do środka bez przewodnika. Górny Zamek oglądaliśmy tylko zza płotu, za to byliśmy w Zamku Dolnym, a dokładniej pospacerowaliśmy dookoła...
 
 
 
 Piękny widoczek z Zamku Dolnego...

 Siłownia na świeżym powietrzu... Przetestowana przeze mnie :)

 Przepiękna altana z grillem.

 Prywatne lądowisko dla helikopterów. A jak!

 Zapora i Jezioro Czerniańskie. Cudowny krajobraz. Można chłonąć ten widok godzinami i się nie nudzi.
 
 
I na koniec ośmiometrowy Wodospad na Wisełce. Wodospad jest sztucznie zbudowany, ale i tak to bardzo urokliwe miejsce. 
 
To był wspaniały wypad. Długo utkwi w mojej pamięci :)
 
A zwieńczeniem dwudniowej wycieczki była wizyta w Dream Parku w Ochabach, ale o tym w następnym poście.
 
Pozdrawiam!

 Magda
 

 


niedziela, 14 września 2014

Zabawa z książką w tle. Zapraszam....

Witajcie!
 
Już niemal półtorej roku jestem tu z Wami. Na moim blogu niedawno stukło 10 000 wyświetleń (dopiero...), a ja jeszcze nie przygotowałam dla Was żadnej zabawy. Kusiło mnie puszczenie książki w obieg, ale po dłuższym namyśle, chyba nie umiałabym wybrać książki :) Za bardzo jestem z nimi związana.... Choć nie ukrywam, że takie zabawy podobają mi się bardzoooo... Raz w jednej brałam udział i miałam dużą frajdę z przygotowaniami upominku dla następnej osoby, do której książka miała trafić. I te wszystkie wpisy, które potem ukazały się na blogu - fantastyczny pomysł. Bardzo miło wspominam... Kiedyś na pewno zrobię "Wędrującą książkę". Tymczasem, chciałabym Was zaprosić do innej zabawy w tematyce książki. Mianowicie... ogłaszam wszem i wobec akcję "Polecamy książki na długie wieczory". Akcja ma na celu stworzenie listy sprawdzonych tytułów dobrych książek, do których każdy z Was będzie miał wgląd. Rekomendowane książki jest nam łatwiej wybrać, bo na sprawdzonych rzeczach człowiek nie ma prawa się zawieść... Prawda? :) No więc zacznijmy od spraw organizacyjnych, a potem ja przedstawię swoje propozycje.
 
Przed nami długie jesienne/zimowe wieczory, a co może być lepszego na spędzanie wolnego czasu jak nie dobra książka i kubek pysznej herbaty z sokiem malinowym, na przykład??? Usiąść wygodnie przy kominku i rozkoszować się wyborną lekturą....
 
Zabawa będzie polegać na tym, żeby każdy z chętnych stworzył listę tytułów, które szczególnie zapadły mu w pamięć. Nie ważne jaki to gatunek literatury i kiedy była ona przeczytana, bo to może być książka z dzieciństwa. :) Ważne, żebyście ją mile i ciepło wspominali i potrafili napisać o niej parę słów żeby zachęcić do sięgnięcia po nią. Bo przecież zabawa polega na gorrrrącym polecaniu... :)
 
 
 Należy podać minimum pięć pozycji... Oczywiście mile widziane więcej, ale to nie jest konieczne.
Na swoim blogu umieszczamy banerek promujący zabawę. Uwaga! Jeżeli ktoś nie posiada bloga, a chce wziąć udział w zabawie wysyła do mnie maila ze swoją listą książek, a banerek udostępnia na Facebooku. Kochani, chcę aby było nas jak najwięcej, bo dłuuuuugich, ciemnych wieczorów będzie naprawdę sporo. :) A pamiętajcie o tym, że lista będzie źródłem inspiracji dla każdego z nas. Jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie...
Zabawa będzie trwała do dnia 15 października i po tym dniu wybiorę trzy najciekawsze moim zdaniem rekomendacje i nagrodzę je upominkami wykonanymi przeze mnie :) Nagród nie pokażę, bo produkcja w toku... A poza tym co to za prezent, skoro wiadomo co to ma być?! Umówmy się, że to będzie niespodzianka tematyczna :) Wchodzicie w to?
 
A więc tak, piszecie u siebie na blogu posta z listą Waszych perełek i w komentarzach u mnie zostawiacie link, ot cała filozofia... :) Liczę na Was. To zajmie kilka chwil, a przyda się wielu osóbkom, które chciałyby poczytać coś wciągającego, od czego nie sposób się oderwać... Lubicie takie książki? Ja uwielbiam!
 
Do dzieła!
 
Ja zacznę.
 
Oto moja lista książek:
 
1. "Dom nad rozlewiskiem"
2. "Cień wiatru"
3. "Jedz, módl się, kochaj."
4. "A lasy wiecznie śpiewają"
5. "Biała królowa"
 
 
"Dom nad rozlewiskiem"
Małgorzata Kalicińska
 
 
"Dom nad rozlewiskiem" to ciepła historia zaklęta w stary dom. Czytałam ją kilka lat temu i pamiętam, że długo na nią polowałam, gdyż na początku trzeba było odczekać kawał czasu zanim dostało się ją w bibliotece. W końcu zdecydowałam się zakupić własny egzemplarz. Lubię czytać książki z motywem domu w tle. Stare domy, dworki pozostawiane w spadkach, praca w pocie czoła, żeby sobie w takich budynkach stworzyć przytulne, rodzinne gniazdko. Ah... Ta książka jest wyjątkowa. Bardzo ciepła. Życiowa.
I choć początek był trudny do przebrnięcia, naprawdę myślałam sobie, że nie dam rady, ale opłacało się poczekać te kilka rozdziałów.
Ciekawa jestem czy są jeszcze takie babcie i domy jak w tej powieści. Zapraszam wszystkich nad rozlewisko, aby się przekonać o czym mówię. A z pewnością zaznacie gościny, poczujecie zapach herbaty z cytryną zaparzonej przez Gosię, może dostaniecie miskę rosołu i klucz do morelowego pokoju, w którym odpoczniecie od szarej rzeczywistości. Opowiecie Waszą historię, albo posłuchacie o tym, co się dzieje nad Rozlewiskiem....
 
Uwaga! Nie polecam czytanie tej książki osobom, które aktualnie są na diecie. Nie dacie rady! :)
Tam ciągle mowa o jedzeniu, a to parówki na ciepło z musztardą, a to wielkie lepienie pierogów, pyszne zupy... Można naprawdę zgłodnieć.
 
 
"Cień wiatru"
Carlos Ruiz Zafón
Cykl: Cmentarz zapomnianych książek
 
 
 To jedna z moich ulubionych książek, bardzo miło ją wspominam. Wiązało się z nią wiele emocji.
Choć początek był trudny, nie łatwo było mi się za nią zabrać i bardzo długo leżała na półce czekając na moje zainteresowanie... Nawet mimo tych wszystkich świetnych recenzji i poleceń od wielu osób... Nie potrafię powiedzieć dlaczego. Ale gdy już wzięłam ją do ręki i zaczęłam czytać, ani się obejrzałam a byłam w połowie. :)
Na początku miałam troszeczkę mieszane uczucia, wydawało mi się, że jest za dużo opisów, momentami byłam oczarowana, chwilę potem zastanawiałam się co w niej takiego wyjątkowego. Dlaczego wszyscy się tak zachwycają?
Aż w końcu dotarłam do pewnej strony - tej magicznej strony i... potem już nie sposób było się oderwać! Czytałam ją w 2011 roku i pamiętam, że przesiedziałam całą niedzielę przyklejona do kaloryfera, czytając i czytając... Ta książka jest magiczna!
Uwielbiam czytać książki o książkach.
 
Jest to historia dziesięcioletniego chłopca - Daniela, którego ojciec zgodnie z tradycją rodzinną pewnego dnia zabrał na Cmentarz Zapomnianych Książek. Spośród tysięcy zapomnianych i przeklętych książek chłopak miał za zadanie wybrać sobie jeden jedyny tytuł, którym się zaopiekuje i uratuje przed zapomnieniem. Wybór padł na "Cień wiatru" autorstwa niejakiego Juliana Caraxa. Od tego momentu życie chłopca bardzo się zmieniło. Mijały lata a oczarowany powieścią Daniel chciał przeczytać inne książki, ale odkrył, że wszystkie pozostałe z niewiadomych przyczyn zostały spalone, a egzemplarz który został i jest w jego posiadaniu także chce ktoś spalić. Im mocniej starał się dowiedzieć czegoś na temat Juliana tym dziwniejsze rzeczy zaczęły dziać się w jego życiu. Zaczyna go prześladować dziwna postać. Diabeł.
 
W "Cieniu wiatru" znajdziecie miłość, przyjaźń, dramat a nawet dreszczyk emocji owiany chwilą grozy...
 
Więc jeśli macie ochotę przemierzyć urokliwe uliczki Barcelony wraz z Danielem i jego przyjaciółmi. Zobaczyć oczyma wyobraźni jak wygląda magiczny Cmentarz Zapomnianych Książek i jesteście ciekawi czy chłopakowi uda się  rozwikłać tajemnicę spowitego mrokami niepamięci autora książki. Polecam gorrrąco, naprawdę!
 
 
"Jedz, módl się, kochaj"
Elizabeth Gilbert
 
 
Wiem, że wielu osobom ta książka nie przypadła do gustu, ciężko było im przez nią przebrnąć, ale dla mnie ona dużo znaczy. Zmieniła moje nastawienie do wielu rzeczy i bardzo mi pomogła... Mogę powiedzieć z czystym sercem, że dla mnie to jak Koran dla muzułmanina, poradnik...
Nieraz zdarza się w życiu człowiekowi zgubić drogę, wtedy nie wiadomo co dalej... Wszystko się zatrzymuje i ani rusz nie można iść dalej... Nie można, bo nie wiadomo gdzie się udać, żeby było lepiej... Żeby coś zmienić w swoim życiu... Brakuje perspektyw, brakuje pomysłów, nieraz brakuje odwagi... I wtedy dobrze trafić na taką książkę, która podnosi na duchu, pomaga dostrzec, że w życiu ma się wybór... I należy spełniać marzenia! To autobiografia, która stała się dla mnie inspiracją.
 
Bohaterka książki w wieku trzydziestu lat wywróciła swoje życie do góry nogami. Rozwiodła się z mężem, straciła cały majątek. Wszystko dlatego, że nie była szczęśliwa. Postanowiła zmienić swoje życie udając się w dwunastomiesięczną podróż. Przez te kilkanaście miesięcy Elizabeth stara się odnaleźć swoją życiową równowagę, która zapewni jej upragnione szczęście.
 
Na początek udaje się do Włoch, gdzie przez cztery miesiące poświęca się nauce języka włoskiego oraz zgłębia filozofię życiową włoskiej społeczności. Mimo bariery językowej świetnie dogaduje się z ludźmi, którzy okazali się być bardzo gościnni i uczynni. Elizabeth poznaje kilka osób, które starają się jej pomóc poznać kulturę i obyczaje Włochów. Aż chciałoby się wsiąść w samolot i polecieć do słonecznej Italii zjeść makaron i pizzę Margaritę.
 
W drugiej części Elizabeth udaje się do Indii, gdzie w aśramie zgłębia tajniki jogi i medytacji, stara się w ten sposób odnaleźć siebie. Uspokoić swoje myśli, wyciszyć się i odnaleźć drogę, którą zgubiła. Pomaga jej w tym kilka osób, zwierzając się ze swoich problemów, pozwolili jej spojrzeć na świat inaczej. Zrozumieć wiele spraw, które zaprzątały jej myśli.
 
Część trzecia "...kochaj" toczy się w Indonezji, gdzie bohaterka spotyka się z przezabawnym człowiekiem o imieniu Ketut, to taki miejscowy uzdrowiciel, egzorcysta, szaman. Człowiek głęboko uduchowiony... który pomaga zrozumieć Elizabeth wiele ważnych życiowych spraw. To tutaj bohaterka stara się znaleźć równowagę między przyjemnością, a wewnętrznym spokojem. I dopiero na Bali niespodziewanie napotyka miłość, która wzbudza w niej wiele sprzecznych emocji... 
 
Polecam książkę i film z Julią Roberts!
 
 
"A lasy wiecznie śpiewają"
Trygve Gulbranssen
 
 
Klasyka literatury skandynawskiej.
Sagi skandynawskie mają w sobie to coś co sprawia, że bardzo chętnie po nie sięgam i nie rzadko trudno mi je odłożyć. Nigdy nie trafiłam na taką książkę, która by mnie zanudzała... Te książki zazwyczaj są bardzo klimatyczne, z pięknymi opisami, zresztą bardzo szczegółowymi, które o dziwo nie nudzą. Łatwo można się przenieść oczami wyobraźni do krainy o której czytamy. Można niemal namacalnie czuć klimat Norwegii, Islandii bądź Szwecji. A więc jeżeli jestem w niezbyt dobrym nastroju, to sięgam sobie po tomik jakiejś sagi, których zawsze mam zapas i sobie czytam. Na mnie to działa.

W "A lasy wiecznie śpiewają" urzekł mnie wspaniale oddany klimat starej Norwegii. Przepiękne opisy przyrody. Ogromne lasy, łąki, groźne góry, śnieżne burze, siarczyste mrozy, a pośród tego wszystkiego stary dwór, w którym latem ludzie zajmują się uprawą roli, robieniem zapasów na zimę i hodowlą zwierząt. Z kolei zimą w małych, niskich, przytulnych izbach wesoło trzaska ogień na kominku, kobiety zajmują się rękodziełem, mężczyźni polują. Wszystko idzie swoim niezakłóconym rytmem.
 
Fabuła nie jest tutaj istotna, mnie zachwycają same opisy i klimat jaki one oddają.
Kocham to!

 
"Biała królowa"
Philippa Gregory
Cykl: Wojna Dwu Róż
 
 
Teraz przyznam się bez bicia... W szkole historii nienawidziłam! Ale odkąd po raz pierwszy w moje ręce wpadła książka pani Gregory i nie była to akurat "Biała królowa", a "Czerwona królowa", którą kupiłam mojej mamie na święta, zakochałam się w tych książkach bez pamięci. To co wyprawia ta kobieta, to moim zdaniem mistrzostwo! Philippa Gregory została okrzyknięta "mistrzynią powieści historycznych" i bardzo słusznie! Mam nadzieję, że będzie pisała jeszcze przez długie lata żebym mogła smakować jej twórczości. Cykl: Wojna Dwu Róż to póki co moje pierwsze zetknięcie z tą autorką, a jest tego jeszcze dosyć sporo przede mną. Troszkę mi się pomieszało i zaczęłam czytać ten cykl od końca... Ale to nie przeszkadza, gdyż każda z trzech książek opowiada historię innej kobiety...
 
Przenosimy się w lata 1455-1485 do Anglii gdzie trwa konflikt o tron pomiędzy rodami Yorków (biała róża) i Lancasterów (czerwona róża). Główną bohaterką i narratorką powieści jest lady Elżbieta Woodville, która skradła serce króla Edward IV York i w przeciągu niespełna miesiąca potajemnie pojął ją za żonę. Gdy ich małżeństwo wychodzi na jaw dostają się w sam środek walk o wpływy na królewskim dworze, gdzie muszą stawić czoło matce Edwarda. Oburzony samowolnym wyborem króla hrabia Warwick, doradca Yorków, obraca się przeciwko niemu i staje po stronie wrogiego rodu Lancasterów.
 
Elżbieta nie została ciepło przyjęta na dworze, wszyscy widzą w niej dużo starszą od króla wdowę, z dwójką dzieci u boku. Zostaje niejednokrotnie oskarżana, że uwiodła Edwarda za pomocą czarów. Królowa, matka Edwarda również nie może ścierpieć swojej synowej, gdyż faworyzując najmłodszego ze swoich synów Jerzego, nie może znieść, że przyszłe dzieci Elżbiety pozbawią go prawa do tronu. Elżbieta znajduje oparcie jedynie w swojej rodzinie i królu, który darzy ją szczerym uczuciem. Rzucona w wir dworskich intryg sama została zmuszona spiskować, aby utrzymać władzę i ochronić swoich najbliższych, nad których głowami zaczynają się gromadzić ciemne chmury, a groźba zdrady wisi w powietrzu... 
 
"Biała królowa" to naprawdę wykwintna uczta na długie wieczory. Gorąco polecam! A dla tych, którzy lubią oglądać ekranizacje powieści polecam produkcję telewizji BBC o tym samym tytule. Wspaniała! Serial obejrzałam już dwa razy i pewnie nie raz jeszcze do niego wrócę. Rebecca Ferguson, która zagrała Elżbietę, odwaliła kawał dobrej roboty, a i Max Irons w roli Edwarda bardzo przypadł mi do gustu. Na uwagę zasługuje również Janet McTeer, która gra matkę Elżbiety. Niesamowicie tajemnicza, a zarazem ciepła postać.
 
 
Przyjemnego czytania i oglądania! :) 
 
Powodzenia kochani!
 
Pozdrawiam!

Magda
 

 
 
 
 
 

wtorek, 2 września 2014

Co w stawie piszczy późnym latem?

Witajcie!
 
Przychodzę dziś do Was z migawką z ogrodu, bo przy odrobinie słońca kwiaty wokół naszego stawiku są przepiękne. A ze względu na to że, chwile te są niestety ulotne, chciałam się nimi z Wami podzielić. To taki mini post na prędce z mojej strony... W tym tygodniu pracuję od czternastej, więc mam malutko czasu żeby coś grubszego sklecić...
 
Coś Wam jednak mogę obiecać :) Jeszcze w tym tygodniu ruszam z małą zabawą na moim blogu...
Póki co nic więcej nie zdradzę. Czekajcie na post, w którym opiszę co to za zabawa i o co w tym wszystkim chodzi. Liczę na Was! :)
 
A zdjęcia na osłodę dla tych z Was u których bez przerwy leje... Tak jak u mnie :(
Mokro, wilgotno, zimno.... Feee!
 
Może troszkę cieplej Wam się zrobi, herbatka w łapki i zapraszam...
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
To tyle na dziś.
Pozdrawiam cieplutko i duuuużo słońca i uśmiechu życzę!
 
 
Magda
 

 


sobota, 30 sierpnia 2014

Skorupkowe zdobycze, wizyta na Pchlim Targu...

Witajcie kochani!
 
Zapowiada się piękna sobota, słoneczko grzeje... Choć rano nie wyglądało to za dobrze, ociężałe chmurska wisiały kilka metrów nad ziemią i tylko czekać kiedy spadnie deszcz. Ale na szczęście się rozpogodziło. Wszędzie dookoła imprezy plenerowe: dożynki, festyny, targi... Więc postanowiłam na jedną z nich się wybrać. Pojechaliśmy z samego rana na VII Pchli Targ do Strzelec Opolskich. Chciałam zrobić dla Was parę zdjęć, ale dostałam takich oczopląsów, że na śmierć o tym zapomniałam. Przypomniało mi się dopiero w drodze powrotnej. A wszystko przez to, że starocie to jest mój żywioł... :) Uwielbiam stare przedmioty. W Holandii byłam na Flomarku i też nie wyszłam z pustymi rękoma. Ale o tym jeszcze będzie, a dziś chciałam Wam pokazać moje łupy ze Strzelec...
 
Udało mi się dostać dzbanek motywem bardzo podobny do kompletu: cukiernica, mlecznik i dwie filiżanki, który jest u nas od zawsze. Dzbanek ten minimalnie różni się kolorami i ma inną pokrywkę od tej, która kiedyś była na cukiernicy.
 
 
 
 
 
A na deser komplet z Tułowic! Perełka! Uwielbiam porcelanę tułowicką. Mam już jeden dzbanek w komplecie z cukiernicą i mlecznikiem. I osobno trzy filiżanki ze spodeczkami. Bardzo je lubię :) Tym razem brakuje jedynie mlecznika.... Jestem mega zadowolona z zakupu i to za jaką cenę! Za przysłowiowe grosze! :)
 
Pan który mi go sprzedał przywiózł go z Flomarku z Dortmundu, więc to porcelana światowa jest :)
 
 
 
 
 
 
 
 
To na tyle dzisiaj! Życzę Wam wspaniałej soboty i jeszcze lepszej niedzieli :)
 
Pozdrawiam!

Magda
 


 
 
 


czwartek, 28 sierpnia 2014

Buraczkowy szał i... śliwkowy zawrót głowy. Czyli przetworowo U matiny...

Witajcie!
 
 Wracam do Was z nową dawką zapasów do spiżarki. Uzbierała nam się już niezła armia słoików z przeróżnymi smakowitościami  :) Uwielbiam to robić, zapełniać półki kolejnymi smakami lata zamkniętymi w szkle. Czasami przychodzi mi do głowy, że mam coś z chomika... Ledwo poczuję w powietrzu zalążek jesieni, a głowa zaczyna mi się wypełniać po brzegi pomysłami na przetwory. To jest jakieś wariactwo... Mama czasem ma już dość i próbuje mnie hamować, ale to na nic. :) Hi, hi... Przynajmniej w zimie, jak nas zasypie, nie będziemy głodować. Ha, ha...
 
Tak się wkręciłam w to krojenie, siekanie, tarcie, smażenie, gotowanie, że zaczęłam zwracać uwagę na każdy, nawet najdrobniejszy szczegół i własnoręcznie robię etykiety i "kapelusze" na słoiki. Dużo pracy przy tym, ale frajda jest, a na końcu nawet satysfakcja się pojawiła. No i organizujemy nowy kąt na te wszystkie smakołyki, bo tam gdzie były dotychczas - zabrakło miejsca :) Przytargaliśmy od sąsiada stare regały, które w sam raz się nadadzą. To będzie taka spiżarnia z prawdziwego zdarzenia. No i czuję, że będzie przy tym dużo zabawy :) Już się nie mogę doczekać.
 
Wczoraj cały dzień spędziłam w domu, więc postanowiłam sobie, że zrobię sałatkę z buraczków na którą przepis dostałam od Justyny z bloga "Przez krótką chwilę...". Z ogródka przynieśliśmy górę buraków, resztę składników kupiłam i do dzieła.
 
Pewnie ciężko będzie w to uwierzyć, ale ta sałatka ma jakieś magiczne właściwości :) W życiu bym się nie spodziewała, że podczas kiedy ja byłam na zakupach po warzywka w kuchni zebrała się cała rodzina do pomocy! :) Myślałam, że ekipa będzie tradycyjnie dwuosobowa, a tu proszę bez namawiania i próśb zjawił się tato i brat. Wiecie jak szybko nam ta produkcja poszła? Każdy coś posiekał i już! :)
 
A poza sałatką zrobiliśmy jeszcze Buraki konserwowe, które debiutowały u nas w zeszłym roku i były pyszne.
 
 
 
Buraczkowy szał!
 
 
 
Powala mnie to spojrzenie... Wydaje się być bardzo zmęczony tym ciągłym fotografowaniem. Bo Zuri nienawidzi kiedy robi mu się zdjęcia. Wiecie co te oczy mi mówią? "Magda... Znowu?" Powiedział zrezygnowany psiak! :)
 
 
Efekt moich zakupów.
 
 
Różowa sałatka na zimę
 
Składniki:
1 kg buraków
1 kg marchewki
1 kg kapusty
1 kg cebuli
1 kg papryki
 
Zalewa:
6 szklanek wody
1 szklanka octu
1 szklanka cukru
2,5 łyżki soli
 
Ugotowane buraki i marchew zetrzeć na tarce. Resztę warzyw poszatkować.
Składniki zalewy zagotować i  wrzucać do niej kolejno: buraki, marchew, kapustę, cebulę i paprykę. Każde warzywo wrzucamy osobno, gotujemy 10 min i wrzucamy następne.
Do słoików wrzucamy liść laurowy i kilka ziaren ziela angielskiego.
Gorącą sałatkę nakładamy do słoików i pasteryzujemy.
 
Smacznego!
 
 
Buraczkowy szał za nami, więc czas na tą fioletową...
Wiecie co się dzieje kiedy Magdę wpuszczają za furtkę ogrodu z aparatem? No to patrzcie!
 
 
 
 
 
 
 
 
 
A w temacie śliwek... Kompot ze śliwkami i Dżem śliwkowy z cynamonem. :)
Lubicie cynamon??? Ja kocham! A w połączeniu ze śliwkami smakuje nieziemsko.
Łapcie przepis!
 
Dżem śliwkowy z cynamonem
 
Składniki:
1 kg śliwek
łyżeczka cynamonu
odrobina wody
400 g cukru
1 cytryna
 
Śliwki i cytrynę dokładnie umyć. Usunąć pestki i ogonki ze śliwek. Wrzucić wszystko do dużego garnka. Podgrzewać na średnim ogniu mieszając, aż do zagotowania. Zmniejszyć ogień i zdjąć pokrywkę. Po około godzinie dodać cukier wymieszany z cynamonem, wodę i sok z cytryny. Mieszać co jakiś czas żeby dżem nie przywarł do dna garnka.
 
Im dłużej gotuje się dżem tym bardziej staje się gęstszy. Po ugotowaniu przekładamy do słoiczków i wekujemy.
 
Smacznego!
 
 
A oto moje słoiczki!
 
 
 
 
 
 
 
 
 
To tyle na dziś kochani.
Życzę Wam wspaniałego piątku...
żeby wszystkie weekendowe plany poszły po Waszej myśli! :)
 
Pozdrawiam!
 
Magda