czwartek, 22 stycznia 2015

Się dzieje...

 
Witajcie kochani!
 
Pogoda iście wiosenna za oknami, biedna ta przyroda... Ptaki powariowały, ćwierkają jak oszalałe. Jak tak dalej pójdzie to biedaczki zaczną uwijać gniazdka... A w ogrodzie? Wierzyć mi się nie chce w to co opowiada mama, aż boję się iść zobaczyć na własne oczy. Podobno rybki w stawie się pobudziły, pływają w te i z powrotem... Na naszej Lwiej Wierzbie bazi w bród, tulipany na wierzchu, a do tego, jakby tego wszystkiego było mało magnolia ma pąki! Aż strach pomyśleć co z tego będzie w okresie tej prawdziwej wiosny... Jak teraz przyjdzie Pani Zima to będzie pozamiatane. Szkoda...
 
A ja? Po stokroć Wam dziękuję za to, że jesteście! Da się odczuć Waszą obecność, a to motywuje. Od razu chce się siadać do komputera i pisać... :) Cieszę się, cieszę! Bardzo dziękuję za wspaniałe komentarze pod ostatnim postem. Udało mi się poznać Wasze zwyczaje ze świątecznym drzewkiem... Inspirująco i bardzo ciekawie. Super. Miałam już takie momenty kiedy chciałam zaprzestać kontynuowania wpisów na blogu, ale Wy moi drodzy co rusz pchacie mnie do przodu. Wspaniałe uczucie kiedy ma się świadomość, że ktoś tutaj "przychodzi", zatrzymuje się na chwilkę, czyta to co napisałam... Ale jeszcze wspanialsze, kiedy zostawiacie pod postem te kilka słów dla mnie...
 
A "U matiny" w chałupce dzieją się różne rzeczy ostatnio. Każdy robi to na co ma ochotę, jedni nie mogą oderwać się od komputera po pracy, inni nie mogą się oderwać od książek o tematyce związanej z naszą piękną góralszczyzną, a Niebieskooka Pani "kręci" z włóczek jakieś cuda w niebieskościach. Nie pytajcie się co to będzie... Ja nie wiem. :)
 
 
 
 
To by było tyle na dziś kochani!
Zapraszam serdecznie w moje skromne progi...
... i zostawcie coś dla mnie pod postem.
 

Pozdrawiam!
Magda

 
 

piątek, 16 stycznia 2015

Coś nowego i coś starego...

 
 
Witajcie!
 
Kochani obiecuję, że to już ostatni post o tematyce świątecznej w moich progach.
Dzisiaj popaplam sobie o choince. Troszkę o tradycji, troszeczkę o ozdobach. Nie mogłam się powstrzymać... A wszystko za sprawą wyprzedaży... Szaleństwo zakupów, a i taka nasza tradycja zadecydowały o tym, że w tym roku na naszej choince znów pojawiło się kilka nowości. I tym razem nastąpiło to po świętach... No cóż, siła wyższa.
 
Gdzieś mi się o uszy obiło, że każdego roku na choince powinno zawisnąć coś starego i coś nowego. Ale ile w tym prawdy, nie wiem... Możliwe, że mi się śniło :) Słyszeliście o takiej tradycji? Hi, hi...
 
Lecz na sto procent mogę potwierdzić inną tradycję związaną ze świątecznym drzewkiem. Otóż tradycja przynoszenia drzewka do domu... W naszych czasach już niepraktykowana, chyba :)
No bo kiedyś choinki po prostu przynosiło się z lasu...
Mama opowiadała mi jak obchodzili w domu Wigilię kiedy była mała. Dziadek co roku wczesnym rankiem chodził do pobliskiego lasu po choinkę i przynosił ją na plecach do domu.
Potem ustawiano ją w stojaku, który sam zrobił na stoczni, gdzie pracował. A stojak był naprawdę ładny, do dzisiaj osobiście go pamiętam... Ozdabiały go trzy krasnale. To takie moje cenne wspomnienie choinki u babci. No i kiedy choinkę ustawiono w pokoju wszyscy zabierali się za przystrajanie. Ozdoby oczywiście były bardzo naturalne: orzechy, jabłuszka, pierniki, podłużne cukierki w kolorowych foliach i świeczki na klipsach. Świeczki były zapalane tylko na czas wieczerzy, a po wspólnym kolędowaniu przy choince babcia od razu je zdmuchiwała, żeby nic się nie stało. To musiało być naprawdę piękne! 
 
Drzewko przystrajano zawsze w Wigilię, nigdy wcześniej.
A tradycja "kradzieży" drzewka z lasu miała przynieść gospodarzowi wiele szczęścia...
 
No to czas na nasze choinkowe nowości :)
Pierwsze dwie bombki pochodzą z kolekcji holenderskiej marki Home&Styling, to część prezentu urodzinowego dla mojej mamy. Jak je tylko zobaczyłam, od razu musiałam kupić... Są urocze!
 
 
 
Bombka poniżej jest ze sklepu Home&You...
 
 
Następne dwie pochodzą z jakiegoś małego sklepiku, nie pamiętam jak się nazywał.
Ale są ręcznie ozdabiane... I naprawdę ładne.
 
 
 
A mikołajek - to prezent od cioci... Dziękujemy :)
 
 
A ze staroci u nas zielona bombka, naprawdę stareńka... Mama dostała ją od swojej pierwszej  szefowej 30 lat temu... A wcześniej bombka owa przez długie lata cieszyła oko pierwszej właścicielki... :)
 
 
A bombka poniżej, cały komplet to pierwsze bombki zakupione przez moich rodziców...
Oczywiście ozdób było więcej, ale ja i mój brat trochę za bardzo lubiliśmy choinkowe ozdoby, zawsze trzeba było dotknąć, stuknąć palcem, no bo przecież od samego patrzenia nie spadały z choinki... :)
 
 
A Wy macie na swoich choinkach jakieś stareńkie bombki, światełka, może jakieś stare stojaki na choinkę? Lubicie stare ozdoby, czy niekoniecznie? Bo jakby ktoś nie daj Boże chciał się jakiegoś choinkowego "skarbu" pozbyć to ja z przyjemnością przygarnę :) Nie wyrzucajcie!
 
Pozdrawiam!
Magda

 
 
 
 
 

czwartek, 8 stycznia 2015

Wielkie podsumowanie...

 
 
Witajcie w Nowym Roku!
 
Zazwyczaj podsumowanie roku robi się na koniec roku...
No... Tak powinno być. Ale u mnie podsumowanie 2014 roku przytrafia się na początku roku następnego... No ale to nic, co za różnica :)
Z całych sił próbowałam napisać tego posta w Sylwestra, ale nie zdążyłam. Hi, hi... Poddałam się około 22:00. W minionym roku było dużo radości, ale i bardzo dużo smutku i wylanych łez. Niestety.
 
Udało się spełnić kilka marzeń, przy okazji troszkę popodróżować, pozwiedzać... Troszkę się najeździłam. Gdyby nie tragiczna końcówka roku, byłby naprawdę dobry... Jeden z najlepszych w moim życiu...
 
Przed nami cały, okrągły 2015 rok, miejmy nadzieję, że: 
- będzie jeszcze lepszy niż ten poprzedni,
- uda się znowu spełnić parę "widzimisiów",
- podołam wyzwaniu i uda mi się przeczytać w tym roku 52 książki,
- przynajmniej dwa razy uda mi się odwiedzić moje ukochane miasto Zakopane.
 
Więcej pomysłów pewnie pojawi się z dnia na dzień, jak to u mnie bywa.
Doszłam do wniosku, że życie należy łapać całymi garściami, nie żałować sobie gdyż nigdy nie wiadomo kiedy przyjdzie nasza kolej, aby udać się w swoją ostatnią podróż...
 
 
Więc powspominajmy sobie jak to było w roku 2014!
 
 

 Rok 2014 obfitował w rowerowe wyprawy jak również dalsze wycieczki - w góry... Wiosenne wojaże rowerowe zaczęliśmy w tamtym roku bardzo wcześnie. Pierwszy wypad był w drugiej połowie marca... Polami, lasami, brzegiem Odry... Całą rodziną! Uwielbialiśmy te wycieczki... Zobaczymy co nam przyniesie 2015 rok. Ale to już nigdy nie będzie to samo. Nie bez taty.
 
Jeszcze w kwietniu w Święta udało nam się pojechać na wyprawę objazdową na Poliwodę, zobaczyć jak wygląda miejsce, w którym jakieś dziesięć lat temu spędzaliśmy wakacje. Zmieniło się wszystko, zrobiło się jakoś tak pusto... Ale to może dlatego, że sezon na łowienie rybek na stawach dopiero miał się zacząć. Jedno co się nie zmieniło to pomnik przyrody w postaci ogromnego dębu.
 
A kilka dni po Świętach zaczęłam tęsknić za górskimi ścieżkami i nie było siły żeby mnie zatrzymać. Najbliższe górki - Góry Opawskie - Biskupia Kopa... Wsiedliśmy w auto i heja!
 

 W maju do grona moich pupilów dołączyły dwa miniaturowe króliczki.
Od lewej Titus i Maciuś :) Tu na zdjęciu są jeszcze malutkie, troszkę urosły, a Titusowi sierść się tak nastroszyła, napuszyła, że aż miło... :)
 
Za nami urocze, letnie popołudnia w zielonym, słonecznym ogrodzie. Z kawką, magazynami, książką... Oj, aż się cieplej zrobiło... Teraz pozostaje poczekać na kolejne ciepłe dni, ale najpierw niech przyjdzie ta zima! Taka porządna, prawdziwa, biała!
 

 Na nasze wycieczki rowerowe nieraz udało nam się wyrwać szersze grono rodzinne :) Zazwyczaj udawało się wyrwać z domu młodzież... Zawsze podobne trasy i nigdy się nie nudziło! Chwila odpoczynku nad brzegiem Odry i dalej.
 
W zeszłym roku latem ogród był pełen owoców. Wystarczyło raz się przejść dookoła i brzuch pełen... Nie ma nic lepszego od śniadania na łonie natury, na bosaka po trawce i od krzaczka do krzaczka! :)
 

 W czerwcu wraz z mamą po raz pierwszy pojechałyśmy do Holandii, troszkę popracować, troszkę pozwiedzać, pospacerować... Codziennie nad morzem. Było urodziwie. Hmm...
 
 
 A zaraz po powrocie z Holandii nadszedł czas na Wisłę i skoki narciarskie. Letnia Grand Prix. Z bratem i kuzynami wybraliśmy się na dwa dni zawodów. Ajjj... Było wspaniale! A te emocje... :)
 
 
Nie mogło zabraknąć małego objazdu po Wiśle, w celu pozwiedzania kilku zakątków :) I stwierdzam, że Wisła ma urocze widoczki w zanadrzu... Trzeba się wybrać na spacerek po górkach.
 
 
W Wiśle byliśmy od piątku wieczór do niedzielnego popołudnia i zdążyliśmy dwa dni spędzić na skoczni, pozwiedzać i jeszcze w drodze powrotnej zahaczyliśmy o Dream Park w Ochabach. Czyli... ekonomicznie, wszystko po drodze, za jednym zamachem... :)
 
 
Jak co roku nie mogło zabraknąć również przetworów. W tamtym roku mieliśmy istną fabrykę! Już samych dyń było siedem ogromnych. Do dziś mamy dwie w piwnicy :) Były dżemy, sałatki, kompociki i wiele innych przysmaków... Długo by wymieniać. Ale zimy nam zabraknie na zjedzenie wszystkiego!
 
 
Pod koniec sierpnia przez przypadek trafiliśmy do Muzeum Wsi Opolskiej. Czemu przez przypadek? Nie miałam zielonego pojęcia, że mam pod nosem takie cudowne miejsce... W którąś niedzielę wpadliśmy na pomysł, że fajnie byłoby sobie gdzieś pojechać... W jakieś ciekawe miejsce. No więc, szukałam w internecie gdzie by tu wyskoczyć i trafiłam na Opole... :) W życiu nie spodziewałam się iż w skansenie może być tak pięknie. Jak bym się znalazła w jakiejś innej epoce, w innej krainie...
Kocham starocie, a tam było ich multum... W tym roku pojadę znowu, bo mam wrażenie, że mi się to śniło...
 
 
A w październiku zabukowałam bilet w Polskim Busie, spakowałam manatki i pojechałam na całe dziesięć dni do mojego ukochanego Zakopanego! Było wspaniale. Miasto przeszłam wzdłuż i wszerz, pochodziłam po dolinkach, wjechałam na Kasprowy Wierch, pozwiedzałam co się dało, oczywiście nie mogło zabraknąć Wielkiej Krokwi na którą musiałam wejść, zejść, wjechać i zjechać! I było wspaniale! :) Nie zabrakło oczywiście zdjęcia kiedy zjeżdżałam wyciągiem w dół kompletnie nieświadoma tej ukrytej sesji zdjęciowej....
 
 
A tutaj panorama Tatr i miasta z Gubałówki. Pogodę przez dziewięć dni miałam jak marzenie, ale za każdym razem gdy doszłam na punkt widokowy u szczytu gór przewijały się chmurska.... Dziesiątego dnia zmokłam jak przysłowiowa kura, przysięgam... Pan taksówkarz odwożąc mnie na dworzec PKS powiedział, że Zakopane za mną płacze. :) To było naprawdę miłe...
 
 
W zeszłym roku jesień była bardzo cieplutka, często jeździliśmy sobie do lasu. Na grzybki, na spacery... Chłonąć widoki i świeże powietrze. Ostatnim razem tata wypatrzył dwie wiewiórki myszkujące w opadłych liściach. Udało się uchwycić jedną z nich...
 
I na tym zakończyłabym moją pamiątkową relację z 2014-ego roku. Kilka dni później wyjechałyśmy na krótko ponownie do Holandii...
 
Dalszego ciągu wolę nie wspominać...
 
Pozdrawiam!
Magda
 
 
 
 
 
 


środa, 31 grudnia 2014

Do siego Roku!

 
 
Witajcie kochani!
 
Od nowego roku dzieli nas zaledwie kilka godzin... Została nam chwila starego roku!
To czas na refleksje, wielkie podsumowanie mijającego 2014 roku. Wydarzyły się dobre rzeczy, udało się spełnić kilka marzeń, troszkę popodróżować... Ale były też złe, a nawet bardzo złe momenty...
 
Dziś Sylwester, osobiście nie przepadam za tym dniem. Chętnie bym od tego uciekła, ale nie ma gdzie... Wszędzie "dzieje się" to samo. Z czego tu się cieszyć? W Sylwestra po stokroć ma się poczucie przemijającego czasu. Możliwe, że jestem Inna, ale TEN DZIEŃ mógłby dla mnie nie istnieć. Nowy Rok? Ok! Co mi tam. Tylko ten cholerny, nieunikniony ostatni dzień roku! No cóż.
 
Mimo wszystko chciałabym Wam złożyć najlepsze życzenia.

W Nowym Roku życzę Wam wszystkiego co najlepsze,
samych wspaniałych momentów, wiele radości i spełnienia wszystkich marzeń!
Do siego Roku kochani!
 
A w najbliższych dniach pięknie podsumuję sobie stary rok...
 
Miłej zabawy Sylwestrowej!
 
 
Pozdrawiam!
Magda

wtorek, 30 grudnia 2014

Dom otulony Świętami...

Witajcie!
 
Jak ja lubię kiedy w każdym kącie domu jest jakiś świąteczny akcent! Uwielbiam ten czas. Dom otulony w zielone gałązki, pachnący choinką i pieczonymi pierniczkami... Zwłaszcza kiedy pieczemy moje ulubione mocno cynamonowe ciasteczka, wtedy wchodząc do domu można oszaleć ze szczęścia. Dzień przed Wigilią zapach gotującego się maku, mieszał się w powietrzu z ostrym aromatem zalewy do Rybki po Grecku... Lubię tą mieszankę gdyż nieodzownie kojarzy mi się ze Świętami. Taką rybkę i Makówki podaje się u nas tylko i wyłącznie raz w roku, to jest święta tradycja, nie do złamania!
Tak było odkąd pamiętam i będzie dopóki będę pamiętać! I basta!
Od tych wszystkich aromatów włosy na głowie dęba stają, wywołują hormon szczęścia... Można zapomnieć o całym świecie...
 
Zapachy i dekoracje są najważniejsze, to na nich bazuje cała magia Świąt, przynajmniej tak jest u nas... Z roku na rok staramy się aby nasze dekoracje były jak najbardziej naturalne. Gałązki, szyszki, owoce... Co tylko się da. Co jest pod ręką. W tym roku miałam naprawdę dużo planów i pomysłów, ale z powodu tragedii jaka nas spotkała nie udało mi się ich zrealizować...
Dlatego Królową była Prostota...
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
Ciekawa jestem jak długo u Was utrzymuje się nastrój świąteczny? Długo macie choinkę w domu?
My ozdoby zdejmujemy naprawdę późno, zawsze na ostatni moment. W lutym...
 
Pozdrawiam!
Magda
 


sobota, 27 grudnia 2014

Świąteczna migawka...

Witajcie!
 
I znów to samo, co roku ten sam scenariusz... Najpierw szaleństwo z przygotowaniami do Świąt Bożego Narodzenia, latanie po sklepach w poszukiwaniu prezentów, wielkie domowe porządki, obmyślanie menu na świąteczny stół, bieganie za choinką, przystrajanie domu... Bla, bla, bla...
A potem? Jak już wszystko gotowe i chciałoby się w końcu odpocząć, w spokoju spędzić trochę czasu z rodziną przy pięknej, pachnącej choince i blasku świec...
Wystarczy pstryknięcie palcami, mydlana bańka pęka "pyk!" i
 po Świętach.
Za krótko, za mało... Chciałoby się więcej!
 
No cóż, to co najpiękniejsze, najszybciej się kończy...
Niestety...
A ja przychodzę dziś do Was dosłownie na chwilkę, gdyż jest już bardzo późno, a ja mam ochotę sobie jeszcze troszkę poczytać zanim oczy na amen mi się posklejają...
Mam dla Was króciutką migawką świąteczną, a raczej poświąteczną.
 
Zapraszam...
 
 
 
 
 
 
 
 
Ciąg dalszy nastąpi...
Póki co uciekam przewertować kilka kartek góralskiej opowieści...
Dobranoc.
 
 
Pozdrawiam!
Magda


piątek, 26 grudnia 2014

Świątecznie...

Kochani moi!
 
Bardzo dziękuję za wszelkie Świąteczne życzenia, ja miałam troszeczkę pod górkę, dlatego złożę Wam je teraz... Przedłużmy sobie Święta o weekend.
 
Z okazji tych najpiękniejszych dni w roku życzę Wam wszystkiego co najlepsze, mnóstwo radości, życzliwości i spokoju. Wspaniałych, ciepłych chwil spędzonych w gronie najbliższych osób... W blasku świec i choinkowych lampek.
Wesołych Świąt!
 
 
 
 
Kochani jak spędzacie te cudowne chwile?
Wyjeżdżacie gdzieś, odpoczywacie w domu, czy spotykacie się w większym gronie rodzinnym?
U nas na Wieczerzy Wigilijnej byli goście, trochę posiedzieliśmy, rozpakowaliśmy podarunki i poszliśmy tradycyjnie, jak co roku na Pasterkę. Byłoby o wiele przyjemniej gdyby za oknami było biało... Wracając pamięcią kilka lat wstecz, no może kilkanaście... Pamiętacie czasy kiedy na podwórku były półmetrowe zaspy? Kiedy ja i mój brat byliśmy dziećmi, co roku chodziliśmy z rodzicami na Pasterkę po zaśnieżonych polach do pobliskiej wioski, gdzie mieszkali dziadek i babcia. Czasem śnieg sypał tak intensywnie, że brodząc po kolanach w śniegu całą drogę szłam krok w krok za tatą żeby cokolwiek widzieć, gdyż biały puch biczował mi twarz aż bolało... A po drodze było co oglądać, nie raz ni stąd ni zowąd wyskoczył zając albo bażant powodując szybsze bicie serca. Czasem przydarzyło się całe stadko sarenek. Bardzo lubiłam te piesze wędrówki w śniegu, każdego roku w Wigilię samego rana czekałam z niecierpliwością na prezenty i Pasterkę. To była atrakcja! Prosto z drogi chodziliśmy do babci żeby się ogrzać i napić czegoś ciepłego, a potem wszyscy razem szliśmy do kościoła. A po Pasterce znowu do babci, gdzie zbierała się cała rodzina i tak siedzieliśmy do 4 - 5 nad ranem. I z powrotem do domku, spacerem bądź samochodem, w zależności od pogody. Taaaak, to były czasy... Chciałabym się do nich wrócić...
 
Pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia spędziliśmy w domu, odpoczywając... Oczywiście przy choince, przed telewizorem... A dzisiaj po obiedzie wybraliśmy się na Górę Świętej Anny zobaczyć szopkę, przy okazji udało nam się trafić na nabożeństwo, więc troszkę pokolędowaliśmy... A potem podjechaliśmy jeszcze do pobliskiej wsi Wysoka, bo tam znajduje się ruchoma szopka. Bardzo ciekawa... Stamtąd przywieźliśmy sobie paczuszkę owsa poświęconego ku czci świętego Szczepana.
Na szczęście!
 
 
Trochę owsa dla Was z życzeniami spod samiuśkich Tatr!
 
Na scynście, na zdrowie, na to Boze Narodzenie, na tyn Nowy Rok!
Sypnym po wos owsa ziorkiym, z nadchodzoncym nowym rokiem.
 
(...) Zebyście byli weseli, jako w niebie janieli.
 
 
Góra św. Anny
 
 
Wysoka

 
Na koniec widoczek, bo pięknie to słoneczko dziś świeciło...
 
A teraz pyszna kawka, miseczka Makówek i odpoczynek przy blasku świec i choinki...
Wspaniałego wieczoru kochani, wypoczywajcie, świętujcie...
 
Pozdrawiam!
Magda