niedziela, 26 kwietnia 2015

Krokus do krokusa...

 
 
Witajcie!
 
Tak jak obiecałam, mam dla Was cudowną i dosyć obszerną fotorelację z mojej wiosennej wyprawy do Doliny Chochołowskiej. Jakieś dwa albo nawet trzy lata temu kiedy po raz pierwszy natknęłam się w internecie na zdjęcie polany całej w fiolecie, niemal oszalałam z zachwytu... Przysięgłam sobie, że pojadę i zobaczę to na własne oczy. Udało mi się dopiero w tym roku i jestem szczęśliwa, że kolejne moje marzenie się spełniło...

Wraz z mamą wybrałyśmy się na kilka dni do Zakopanego, skąd busikiem udałyśmy się do najdłuższej doliny w polskich Tatrach. Dziesięć kilometrów wspaniałych widoków, w sąsiedztwie szumiącego górskiego potoku - bajka. Momentami na szlaku zalegało naprawdę sporo topniejącego śniegu co utrudniało wędrówkę, ale było warto...
 
"Tak to już jest w życiu, że kiedy człowiek bardzo czegoś pragnie i długo na to czeka, to wyobraża sobie, że jak już osiągnie ten cel - cały świat przewróci się do góry nogami. Kiedy w końcu ten moment przychodzi, okazuje się, że nic się nie zmieniło, wszystko jest po staremu, a radość nie jest tak ogromna. W marzeniach finał jest dużo istotniejszy. Dopiero kiedy go osiągamy, okazuje się, że w gruncie rzeczy ważniejsze jest, aby mieć cel niż żeby go osiągnąć."
Leszek Cichy
 



















 
Było wspaniale...
Mimo tego, że piękna pogoda na Podhalu nakłoniła nas do przedłużenia pobytu o dwa dni, to i tak wydawało mi się za krótko...
 
 
Pozdrawiam!
Magda



sobota, 18 kwietnia 2015

Zaginiona w akcji...

 
 
Hej, hej kochani!
 
Jestem!
Wróciłam! Troszkę czasu upłynęło od mojego ostatniego wpisu. Aż dziw! Gdzie ja się tyle czasu podziewałam? Hi, hi... Wiosna mnie omamiła! Sporo się działo. Najpierw rehabilitacja mojej łapki, która na szczęście jest już jak nowa. W międzyczasie kręciłyśmy się po ogrodzie, wiadomo jak to na wiosnę, wszystko czeka na swoją kolej. Tu trawnik wygrabić, tu ziemię przeryć, tu coś posadzić, tam coś posiać, w stawie zrobić porządki, rybki nakarmić, króliczki wypuścić na trawkę... Pracy od groma! Zwieńczeniem dwa dni temu był grill, pierwszy w tym roku. Cudownie posiedzieć w ogrodzie wieczorem zanim jeszcze komary wyczają co jest na rzeczy. A jakby tego było mało, zaraz po Świętach zachciało nam się remontu, cały dom od prawie dwóch tygodni jest wywrócony do góry nogami. Zrywaliśmy tapety, wyciągaliśmy ścianę, przestawialiśmy meble... Nawet nie ma gdzie usiąść, wszędzie tyle kurzu, pyłu... No i tak oto czas chcąc nie chcąc poleciał w siną dal. Sama się dziwię, że ostatni post był prawie sześć tygodni temu! Nie do wiary.

Teraz wpadłam tutaj na chwilkę, bo czas goni jak szalony... Chłopaki kończą tynkować ściany, więc lada chwila czeka mnie i mamę Wielkie Sprzątanie. Coś czuję, że padniemy na twarz wieczorem, ale za to będzie ładnie. A dopiero jak ogarniemy trochę dom to powiem to i owo o pracach, które na szczęście są już prawie za nami... Czasu mamy malutko, bo już w poniedziałek ruszamy do Zakopanego! Nareszcie. Dolina Chochołowska zakwitła, mam nadzieję, że nie zasypie nas śnieg... Nie ważne, góry to góry. Bilety są, pokoik wynajęty, czas ruszać :)

A na osłodę, w tą jakże brzydką, zimną sobotę mam dla Was kilka zdjęć ze słonecznego ogrodu, zrobione w przerwie od grabienia trawnika...



Lilie posadzone, tulipany rozkwitają...



Za niedługo ciasta i kompoty z rabarbarem... Mniam, mniem :)




 

Pozdrawiam!
Magda 
 
 
PS: Dziękuję, że jesteście :)

poniedziałek, 9 marca 2015

Miał być pałac, wyszły góry...

 
Witajcie!
 
Jak widać aura za oknami wiosenna, świeci piękne słoneczko, niebo błękitne, a i temperatura dwucyfrowa. Taki widok napawa optymizmem... Jest cudownie. Wczoraj kobiety na całym świecie obchodziły swoje jakże cudowne święto. Dobrze, że je mamy i bez zbędnych ceregieli możemy świętować do woli. Jedne panie wolą relaks w SPA, inne babskie spotkania w szerszym gronie, jeszcze inne dzień spędzony ze samą sobą z książką lub ulubionym serialem... A ja i moja mama postanowiłyśmy wybrać się na wycieczkę... Wycieczka miała być trochę dłuższa, punktów do zwiedzenia było całkiem sporo, ale my utknęłyśmy na długie godziny na górze... Tak. Pierwszym punktem naszej wycieczki była Pokrzywna, wioska położona w dolinie Złotego Potoku, przecinającego Góry Opawskie. To najbliżej usytuowane góry do jakich mamy dostęp, w związku z tym bywamy tam dosyć często. Planowałyśmy krótki spacer dobrze nam znanym szlakiem (ścieżką dydaktyczną), ale jak zobaczyłyśmy, że parking jest wypełniony po brzegi zmieniłyśmy zdanie. Nie ważne, że byłyśmy słabo przygotowane na jakiekolwiek chodzenie po górkach. Zostawiłyśmy samochód i poszłyśmy... Kto by pomyślał, że na początku marca szlaki będą pełne ludzi...
 
To był wspaniały dzień, pogoda dopisała w stu procentach... Przyjemnie kroczyło się po szlaku pośród lasu, w towarzystwie Bystrego Potoku, który co jakiś czas przecinał nam drogę i trzeba było korzystać z mostków... Szum wody to idealne lekarstwo na skołatane nerwy. W sumie tym razem trasa na Kopę Biskupią do najłatwiejszych nie należała, gdyż w wyższych partiach zalegał śnieg i co gorsza ścieżkę pokrywał lód. Najtrudniej było na 2,4 km odcinku do schroniska. Mimo tego spacer ten będziemy długo wspominać... Na górze, pod wieżą widokową kupiłyśmy sobie kawkę w papierowym kubeczku, do tego smaczny, czeski wafelek i ledwo żywe usiadłyśmy na ławce odpoczywając w pełnym słoneczku. To była najlepsza kawa pod słońcem! :) Na sam koniec, ze zregenerowanymi siłami wspięłyśmy się jeszcze na wspomnianą wcześniej 18-metrową wieżę, skąd rozciągał się wspaniały widok jak okiem sięgnąć...
 













 
To tyle kochani. Drogie kobietki, a jak Wy spędziłyście ten cudowny dzień?
 
Pozdrawiam!
Magda
 
 


czwartek, 5 marca 2015

Czuję wiosnę...

 
Witajcie moi drodzy!
 
Mamy marzec, miesiąc nadziei. Nadziei na to, że już niebawem zawita wiosna i wszystko w koło się ożywi. Łącznie ze mną... :) Iiiieee... jak ja kocham wiosnę! Uwielbiam patrzeć jak z pachnącej ziemi wyłaniają się kolejne roślinki, słońce nieśmiało wygląda zza chmur i ogrzewa nas swoim żarem, wkoło ptaki wygłaszają swoje radosne trele w poszukiwaniu miejsca na gniazdka... Na wiosnę tryskam niepohamowaną energią. W głowie mi tylko wycieczki rowerowe i góry! W tym czasie pod tym względem staję się nieznośna... Już teraz po nocach śnią mi się góry i lasy! :) Obiecałam sobie, że jak tylko usłyszę o Dolinie Chochołowskiej w fiolecie krokusów, to pakuję manatki i jadę. Tyle się przez lata nasłuchałam ochów i achów o tym cudownym zjawisku, że po prostu  nie mogę sobie tego odpuścić. Postanowione! Aaaaaa... nie mogę się doczekać. Póki co, z pierwszego krokusowego raportu wynika, że Tatry w śniegu. Hmm... więc troszkę sobie poczekam...
 
A u nas w ogrodzie ładnie. I choć pogoda się przeplata, bo przecież W marcu jak w garncu, to przyroda wie co w trawie piszczy...


 

A to jeden z naszych pojedynczych, rozrzuconych po ogrodzie Przebiśniegów.
Pojawiły się w tamtym roku.
 
 
 
 

No a tu nasze tulipany prosto z Holandii... Widzę, że ktoś już je posmakował tu i ówdzie. A grrr...
Ciekawa jestem jak się będą prezentowały kolorystycznie, bo to taki usadzony misz - masz jest.
Oj... tyle pracy w ogrodzie przed nami, na jesień nie udało się zrobić za wiele.
 
Dobra, to tyle o wiośnie i ogrodzie.
Uciekam trochę poczytać. Aktualnie zaczytuję się w "Dziennikach Agnieszki Osieckiej", a poza tym gdzieś pomiędzy przewijają mi się książki z gatunku fantastyki i jakoś tak w tym roku królują. Nie umiem się na nic innego przerzucić na dłużej... No cóż.
 
Pozdrawiam!
Magda