23 września

Wiankowe wyzwanie.

Wiankowe wyzwanie.
Witajcie!
Dawno mnie tu nie było. Pojawiam się i znikam :)
Dzisiaj też za dużo nie napiszę, mam malutko czasu i mnóstwo zaległości.
Zostałam zaproszona do Wiankowego Wyzwania, więc grzechem byłoby nie wziąć udziału, prawda?
Trochę czasu mi to zajęło i już myślałam, że się nie wyrobię. Ale....
Oznajmiam wszystkim, że zdążyłam.
I oto on! Mój konkursowy wianek.
 
 

 
To tyle na dzisiaj.
Podoba się?
Dobrej nocy życzę!
Pozdrawiam - Magda
 


08 września

Barwy jesieni.

Barwy jesieni.
 
Witam!
Dzisiaj króciutko.
Chciałam się z Wami podzielić kolorami z mojego ogrodu :)
 
 





 
Ot, taka kwiecista fotorelacja.
Życzę spokojnej, słonecznej niedzieli!
Pozdrawiam - Magda


06 września

Urlop po góralsku. Białka Tatrzańska.

Urlop po góralsku. Białka Tatrzańska.
Witajcie. Jakieś dwa tygodnie temu wróciłam z mini urlopu w górach. Dokładnie byliśmy w Białce Tatrzańskiej, która ostatnimi laty staje się coraz popularniejsza wśród turystów. Daleko od Zakopanego, więc można odpocząć od przepychającego się tłumu. Mimo, że miejscowość tą od stolicy Tatr dzieli odległość około 30 kilometrów to wszędzie wydawało się być blisko. Wybraliśmy się na cztery dni, bo akurat tak nam pasowało. Nie za krótko, nie za długo... w sam raz. Chociaż prawdę powiedziawszy, ja najchętniej bym stamtąd nie wyjeżdżała. :) Uwielbiam Zakopane, góry i górali. :) Bardzo chętnie w tamtejsze strony wracam. Jadąc w Tatry staram się mieć jak największą styczność z kulturą tamtejszej ludności. Folklor góralski, to jest to co wielbię. Stroje, góralskie kapele, chaty, pensjonaty, karcmy, ichniejsza gwara. Tak, tak. Raz zrobiliśmy sobie grilla i przyszła do nas właścicielka pensjonatu, ona mówiła, a ja wpatrzona w nią jak w obrazek z otwartą buzią jej słuchałam. Bajka, jakbym była w innym świecie, w jakiejś nieznanej krainie. :) Już nie wspominam o kuchni regionalnej i słynnych oscypkach.

W cztery dni zdążyliśmy wejść na Giewont, poopalać się i popluskać w rzeczce, pójść na Morskie Oko i wybrać się na wycieczkę do pobliskiej Niedzicy. Załapałam się w międzyczasie na świąteczną mszę piętnastego sierpnia. Nie mogłam sobie tego odpuścić. Byście widzieli te góralki i górali, jak oni byli pięknie poubierani, a jakie bukiety ziół i kwiatów wynosili z kościoła. Zachwycający widok.

"Góry upajają. Człowiek uzależniony od nich jest nie do wyleczenia. Można pokonać alkoholizm, narkomanię, słabość do leków. Fascynacji górami nie można”.







A w kwestii kulinarnej wybraliśmy się do pewnej karczmy, moim zdaniem bardzo klimatycznej. Wszystko było tak jak należy. Góralska muzyka w tle, piękne ludowe malowidła na ścianach, kelnerki w regionalnych strojach i wszędobylski motyw czerwonej róży wtapiający się w obrusiki i zasłony. Na środku lokalu stał piec do wypiekania pizzy, może wydawać się to nie najlepszym pomysłem w takim lokalu, ale powiem Wam szczerze, że tak jakby dodawał jeszcze większego uroku temu miejscu. Był opalany drewnem, a pizze jakie z niego wychodziły... Mmm... Niebo w gębie. Miałam przyjemność zjeść taką z serem góralskim. Jak tylko sobie pomyślę to mi ślinka cieknie :) Dodam że kucharz robił ją na moich oczach i podpatrywałam sobie jak ona sobie tam w tym piecu rośnie. Nie wiem co mnie tak na te sery wzięło, bo dzień wcześniej jadłam pierogi z bundzem w sosie borowikowym ze świeżymi grzybkami. Pyszności. Aż się głodna zrobiłam.



"Góry dają poczucie spokoju, szczęścia i swobody, cudownego zawieszenia nad codziennymi sprawami, problemami, które zostają tam, na dole..." Joanna Salomon



Aj. Rozmarzyłam się :)
W planach mam jeszcze jedną wizytę w tym roku, więc trzymajcie kciuki!
Pozdrawiam - Magda

04 września

Wełniane coś... i paczka.

Wełniane coś... i paczka.
Witam! Dzisiaj będzie krótko. Pogoda sprzyja twórczemu myśleniu, więc złapałam w końcu za szydełko i robię... A nie powiem co. Spróbujcie same zgadnąć. :) Dziergam i dziergam, a w głowie rodzą się następne pomysły. No, bo przecież wielkimi krokami zbliżają się chłodne, mroźne dni, trzeba się zaopatrzyć w wełniane ocieplacze.

No to zgadujemy. :)
 



"Od zwykłych rzeczy naucz się spokoju".
                                                                                               Jan Twardowski
 


 
Ktoś wie co to będzie?
 
 
Parę dni temu dostałam długo wyczekiwaną paczkę z dwiema narzutami na łóżko, więc zrobiłam małą sesję zdjęciową w moim pokoju.
 




 
 


 
 
Co o nich myślicie? Która ładniejsza?
 
Pozdrawiam cieplutko - Magda

 
 
 

01 września

Makatki i ostatnie ciepłe dni...

Makatki i ostatnie ciepłe dni...
Witajcie dziewczyny! Dawno, dawno temu obiecałam, że pokażę Wam moje makatki. No to dzisiaj nadszedł w końcu ten dzień :) Lato i ciepłe dni jakoś nie sprzyjały przesiadywaniu przed komputerem. Słońce i te wszystkie kolory i zapachy wokół wręcz oszałamiały i nie było mowy o napisaniu czegokolwiek. Krótko mówiąc - brak weny mnie dopadł. Na szczęście już oprzytomniałam i wracam do pisania bloga. Za oknem temperatury stopniowo robią się coraz niższe, w powietrzu czuć jesień, a ja wracam jeszcze wspomnieniami i zdjęciami do upałów :) Mam trochę zaległości. Zapraszam do oglądania. :)


Te tutaj są w większości drukowane na płótnie, te niebieskie są wyszywane. Ale i jedne i drugie są śliczne. Następnym razem pokażę resztę makatek cioci oraz dzieła mojej mamy. Nie pokazałam ich dzisiaj, bo tak się jakoś stało, że po praniu gdzieś mi się w stercie zapodziały i o nich zapomniałam :) Tak zapomniałam, wstyd się przyznać, ale tyle ich było....










Oprócz makatek dostałam też fartuszek. Towarzyszył siostrze mojej babci od najmłodszych lat.


To mój ulubiony kwiatek Pysznogłówka Szkarłatna. Najlepiej prezentuje się wczesną jesienią. Wszystko robi się takie szare a one pałają czerwienią.


A to nasze ostatnie leniwe popołudnie na świeżym powietrzu w upalny dzień. Kocyk z resztek włóczki spisał się znakomicie. Świetnie się prezentował na tej wyschniętej, żółtej trawie :) Właśnie zdałam sobie sprawę, że jeszcze Wam go nie pokazałam po ukończeniu prac nad nim. Muszę go uchwycić w całej okazałości i pokazać.


Leniuchowałyśmy sobie z mamą. Wylegiwałyśmy się na słoneczku i popijałyśmy mrożoną kawkę. Mniam. Przyjemnie się wspomina. :)





Na koniec onieśmielony Zuri. Okropnie nie lubi być fotografowany. Ucieka, wierci się.


To by było na tyle moje drogie. Do następnego posta! Przyjemnego niedzielnego wieczoru życzę.
Pozdrawiam - Magda
Copyright © 2016 U matiny , Blogger