18 listopada

Wełniane sweterki.

Wełniane sweterki.
Witajcie moje drogie! :)
 
Mój dzisiejszy post kręci się głównie wokół wełny. Motek po motku aż do grubego, ciepłego swetra. Przyznam się od razu, że to nie moja robota. Ja niestety nie nauczyłam się jeszcze robić na drutach czego bardzo żałuję, bo mogłabym sobie sprezentować piękne choinkowe bombki, takie jak robi właścicielka bloga made by magin. No trudno. Może kiedyś jak będę miała trochę więcej czasu, usiądę gdzieś w kącie z laptopem na kolanach i kroczek po kroczku będę się uczyła "drutować". Tak jak to było w przypadku szydełkowania. Póki co przedstawiam Wam dzieła mojej mamy. Na okrągło macha tymi drutami na prawo i lewo i wychodzą jej z tego takie cuda.
 


 

Jeden z nich jest już gotowy. Czerwony z pięknymi warkoczami z przodu, z tyłu i na rękawach. Bardzo wygodny i cieplutki. Warkocze prezentują się idealnie po ubraniu. Jak dla mnie dzieło sztuki! :)
 

 
Każdy sweter jest na innym etapie powstawania. Różowy wprawdzie nie ma jeszcze rękawów, ale i tak jest moim ulubionym. Podoba mi się kolor, taki pudrowy, przybrudzony róż. No i ten ścieg po obu stronach motywu warkocza, nie wiem czemu, ale bardzo przypadł mi do gustu. Nie mogę się doczekać kiedy będzie gotowy. Ostatnia, kolorowa robótka dopiero co się rozkręca, ale zapowiada się interesująco. Ciekawa jestem co z tego wyjdzie. :)
 
To tyle z wełnianych newsów na dzień dzisiejszy. Ale chciałam Wam pokazać pewną roślinkę. Kaktusik, który powinien kwitnąć na Boże Narodzenie, ale coś mu się chyba pomyliło i przyozdobił się cały w prześliczne czerwone kwiatki.
 
Mowa o Kaktusie Bożonarodzeniowym lub też jak kto woli Szlumbergerze, Zygokaktusie bądź też Grudniku - z samej nazwy winien kwitnąć w grudniu :)
 

 
Cały w czerwieni, a tu proszę... biały kwiatek. :)
Nacieszyliśmy chwilę oko i już przekwita.
 
 
To tyle na dzisiaj z mojej strony.
Pozdrawiam cieplutko - Magda


13 listopada

Ikeowe zakupy.

Ikeowe zakupy.
Witajcie!
Co roku zdarza mi się co najmniej dwa razy wyruszyć do wrocławskiej Ikei. Tak się składa, że nigdy nie jadę w tamte strony specjalnie, zawsze przy okazji. Ostatnio we Wrocławiu byłam w kwietniu, więc jakie było moje zdziwienie gdy wczoraj wjechałam na parking i Ikei nie było :) Zostały po niej same stelaże. Okazało się, że Ikea została przeniesiona kawałek dalej, co zauważyłam dopiero po spojrzeniu w lusterko wsteczne. Ale się uśmiałyśmy.
 
Lubicie sieć sklepów IKEA? Ja uwielbiam! Zawsze znajdę coś ciekawego i nigdy nie wychodzę z pustymi rękoma. Wręcz przeciwnie. I w dodatku następuje u mnie niesamowita poprawa nastroju. Takie naładowanie "humorzastych" akumulatorów na następny tydzień. :) To dobre lekarstwo na chandrę jesienną i tym podobne przypadłości.
 
Przywiozłam sobie parę nowych skarbów. Iiii... wiecie co jeszcze? Pierwszy raz w życiu będąc w tym sklepie załapałam się na katalog. Takim oto cudem IKEA zaskoczyła mnie dwa razy w jednym dniu. :)


 

Cudnie pachnące świeczki, uwielbiam je. Jabłko - cynamon i wanilia. Mniam...

 



Pozdrawiam cieplutko - Magda
 
 


11 listopada

Kuchenne rewolucje - kredens...

Kuchenne rewolucje - kredens...


U nas w kuchni ostatnio iście prawdziwa rewolucja. Nie można się swobodnie poruszać, co krok trzeba coś omijać. Piec stoi na środku, bez dostępu do prądu, do lodówki nie da się dojść. A żeby usiąść przy stole tak żeby się wszyscy pomieścili trzeba się nieźle nakombinować. A wszystko to za sprawą długo wyczekiwanego przeze mnie i mamę starego kredensu. I jest! W końcu jest i stoi na swoim miejscu. W prawdzie jest jeszcze dużo do zrobienia przy nim, ale nie wytrzymałam i muszę się pochwalić. :) Trzeba zamówić szybki, bo z upływem czasu trochę ich ubyło. Plus ta przeprowadzka - co krok coś wypadło. Będzie też nowy blat i ceramiczne gałki. Nie mogę się doczekać efektu końcowego. I te co sezonowe zmiany wystroju za szybką. :) Już mi chodzi po głowie pomysł na Bożonarodzeniowy image. Kochane nie mogę się na niego napatrzeć, moje marzenie się spełniło.




Uroczy jest. Jestem przeszczęśliwa. Już teraz pięknie się w tej naszej kuchni prezentuje, a jak już go skończymy to będzie jak z bajki. :) Cały urok tkwi w szczegółach i dodatkach. 


Jako pierwsza miejsce w kredensie znalazła sobie stara kryształowa bomboniera, pamiątka po byłej właścicielce domu. Od razu została napełniona słodkościami... :) Komu krówkę, komu?


A to moja ostatnia zdobycz. Śliczny talerzyk niemieckiej firmy KAISER. Jak go tylko zobaczyłam, musiałam go mieć. Siła wyższa, jest cudowny. Takich talerzyków jest cała seria, ale ceny mnie przerastają, dziwię się, że ten jeden jedyny udało mi się kupić w tak niskiej cenie. Problem w tym, że teraz choruję na następne... Hmmm... Może kiedyś!


Na koniec prezentuję Wam kawałeczek następnego mebelka do renowacji. Ma bardzo ładne uchwyty, takie staruśkie. Zdjęcie przedstawia szufladę z komody. Do niej był kredens, ale gdzieś się niestety zapodział i stół, który stoi w naszej kuchni.


 I to tyle na dzisiaj. Życzę Wam spokojnego wieczoru.


Pozdrawiam!
Magda
 

Copyright © 2016 U matiny , Blogger