12 lutego

Makatki w tajemniczym ogrodzie...

Makatki w tajemniczym ogrodzie...
Witajcie!
 
Zima w tym roku jest wyjątkowo łagodna, mrozu nie ma, śniegu nie ma... Ma się wrażenie, że za oknami już wiosna. Pada deszcz, ptaszki śpiewają... Na drzewach pąki. Ogród budzi się do życia. A... nie ma ani zimy, ani wiosny. Taka pora roku pomiędzy mogłoby się powiedzieć. Jednego dnia pięknie świeci słońce, aż miło wyjść z domu na spacer, a na drugi dzień z samego rana pada deszcz ze śniegiem. Takie przysłowiowe "W marcu jak w garncu". Ale mamy dopiero luty! :)
 
Nawiązałam dzisiaj temat posta do jednego z moich ulubionych filmów o tytule "Tajemniczy ogród" właśnie. Jakoś tak mi się skojarzyło kiedy wracałam ze stodoły z drewnem do kominka. Zatrzymałam się u wejścia stodoły, popatrzyłam do góry i już wiedziałam o czym mam dzisiaj napisać :) Ot takie natchnienie! Od razu pognałam do domu po aparat. No bo musiałam zrobić te zdjęcia. Szkoda, że nie nagrałam śpiewu ptaków, być może też by Wam się udzielił ten nastrój. Zauroczyłam się tym kątem! Dopiero teraz, a przechodzę tamtędy niemal codziennie. Jaki człowiek zabiegany jest... Trzeba mieć urlop żeby trochę zwolnić i móc dostrzegać piękne rzeczy.
 
Znacie ten film? Pamiętacie scenę kiedy mała Mary w ślad za Rudzikiem dostała się do ogrodu i zaczęła usuwać suche liście, trawy... gdy naszym oczom zaczęły ukazywać się kiełkujące roślinki?
Cały ogród zaczynał budzić się do życia... Piękne.
 
Poczułam się dzisiaj tak samo! Jakbym znalazła wejście do jakiegoś tajemnego ogrodu...
 
 
Definitywnie uroku temu mojemu tajemniczemu ogrodowi dodało światło dzienne. Było takie jakieś inne, jakby różowe... Sama nie wiem.
 
 
Ogród na przełomie zimy i wiosny ma w sobie coś tajemniczego, magicznego...
 

 
 
 
 
O! Przy okazji pozował mi wróbelek. :)
 
A wczoraj gdy wyszłam do ogrodu trochę się przewietrzyć, zabrałam ze sobą ciocine makatki, porozwieszałam na sznury i zrobiłam im w końcu małą sesję zdjęciową. Część z nich już Wam pokazywałam jakiś czas temu, bodajże latem. Tamte były drukowane na materiale. Dziś nadszedł czas na te wyszywane. Trzeba przyznać, że ciotka ma rękę do takich rzeczy. A pogoda dopisywała i makatki załapały się na piękne słoneczne promienie.
 
Proszę bardzo!
 
 
 
 
 
 
 
 
Pięknie! Jedyne czego mi tutaj brakuje, to drewniane klamerki albo takie stare spinacze.
Te plastiki mi się kompletnie nie podobają.
No cóż, innych nie posiadam na razie. Mam nadzieję, że do pierwszego letniego prania to się zmieni.
 
Na koniec filmik ze scenami i muzyką z filmu!
Życzę miłego oglądania.
 
 
 
 
Pozdrawiam!
 
Magda
 
 
 


05 lutego

Herbatka...

Herbatka...
Witajcie kochani!
 
Chciałabym Was dzisiaj serdecznie zaprosić na herbatkę. Gorącą, aromatyczną i bardzo zdrową.
Wiem co mówię. Sami ją zbieraliśmy. Całe lato przemierzaliśmy na rowerach łąki, lasy i pola w poszukiwaniu świeżych ziół na pyszny napar. Nieraz wracaliśmy do domu obładowani torbami wypełnionymi po brzegi. Zbieranie ziół to prawdziwa frajda, niemal nałóg. Jak się raz spróbuje, to koniec. Nie ma możliwości żeby pominąć któregoś roku zaopatrywanie się w dobrodziejstwa natury. Od kilku lat uczymy się właściwie korzystać z darów Matki Natury. Zakupiliśmy w tym celu kilka książek, które są bardzo pomocne. Trzeba przyznać, że idzie nam to coraz lepiej :)
 
Co roku zbieramy między innymi:
rumianek,
podbiał,
melisę,
miętę,
 dziurawiec,
kwiaty lipy,
kwiaty akacji,
młode pokrzywy,
liście malin,
dziką różę,
bluszczyk kurdybanek.
 
Taką herbatę zaparzamy codziennie na śniadanie. Oczywiście każdego dnia zalewamy wrzątkiem inną mieszankę ziół. Czasem dodajemy plaster lub dwa ususzonego jabłka. Jest naprawdę pyszna. Taki napar można pić z cytryną i cukrem, bądź też z syropem owocowym, ale ja wolę bez dodatków, wtedy czuję jej prawdziwy smak.
 
Życzę Wam byście mieli okazję kiedyś takiej herbaty spróbować. Chociaż raz. :) Bo warto...
 
 
  Napary z lipy z dodatkiem miodu polecane są szczególnie w chorobach typu przeziębieniowego. Melisa zaś przynosi ulgę przy bólu głowy i bólach menstruacyjnych. Przyznacie mi rację, że warto zaopatrywać się w takie naturalne lekarstwa?
 
 
Ja bardzo często używam rumianku gdyż mam problemy z cerą. Funduję sobie takie piętnastominutowe "parówki" i powiem Wam, że to naprawdę pomaga.
Świetna sprawa.
 
 
 
 
Na którą herbatkę macie ochotę?
Zapraszam.
 

 
Wspominałam w poprzednim poście, że mam zamiar pobawić się w origami. No to się pobawiłam...
Pierwsze koty za płoty :)
Przedstawiam Wam moje dzieło!
 
Oto ona:
 Makabrycznie wymiętolona róża!
Mam nadzieję, że te następne będą o wiele ładniejsze...
 

 
Pozdrawiam!
 
Magda
 
 
 

04 lutego

Problem z drzewkiem i nowe poduchy...

Problem z drzewkiem i nowe poduchy...
Witajcie moi drodzy!
 
Trochę czasu mi zeszło do napisania pierwszego posta w tym roku. Jestem w szoku, że już mamy luty. Jak to możliwe? Dopiero co witaliśmy nowy rok!
Jak widać ja 2014 rok witam na blogu w lutym. :) No cóż!
 
Mamy mały problem z pożegnaniem świątecznych ozdób. W salonie w dalszym ciągu stoi choinka i nie bardzo jesteśmy w stanie zadecydować co mamy z nią zrobić. Bo...
 

 
 
...ona zaczęła nam po prostu rosnąć!
Osobiście byłoby mi naprawdę trudno się jej pozbyć. Widziałabym ją raczej w ogrodzie :)
Stoi sobie pod oknem i nikomu nie przeszkadza, więc czemu nie mogłaby sobie w spokoju przeczekać mrozów. Zwłaszcza, że drzewko jest naprawdę potężne, ponad dwu metrowe i w dodatku bardzo rozłożyste. Bardzo, bardzo mi się podoba. Zaś z drugiej strony, trochę dziwnie trzymać pół roku choinkę w domu i każdemu po kolei wyjaśniać co i dlaczego. 
 Co Wy o tym myślicie? Hi, hi...
 
Dobra... Teraz tak troszkę z innej beczki. :)
W styczniu miałam trochę pod górkę, jeżeli chodzi o prowadzenia bloga. Jak nie jakaś awaria i co chwilę brak dostępu do internetu, to kompletny brak chęci, weny i tym podobne przypadłości. Z tego wszystkiego przestałam w ogóle uruchamiać komputer.  Jedyne co mnie trzymało przy życiu to powrót z pracy do domu, ogień w kominku i książka. O tak... Tak bym mogła spędzać czas do końca życia. Ale czas się obudzić! Mam w głowie kilka pomysłów. I to konkretnych. Najwyższa pora aby z tej głowy wyszły. Kupiłam kilka drobiazgów, żeby co nieco gdzieniegdzie poprawić. :) Trochę pobawię się w origami. Mam do odebrania wełnę, w końcu znalazłam potrzebne kolory :)
 
A tymczasem, kiedy ja świata poza książkami nie widzę, moja mama działa w najlepsze! :)
Szyje, szydełkuje, robi na drutach, piecze ciasta, ach...
Nie nadążam za nią kompletnie.
A oto jej poczynania:
 
 
Dwie poduchy. Jedna uszyta ze skrawków materiału z wstawką z koronki w róże. A druga wykonana w całości na szydełku.
 
 
 A tutaj kolejne kwadraty do narzuty na łóżko. Podejrzewam, że to ma być prezent. Ale ciiii... :)
 
 
Miłego wieczoru życzę!
Do zobaczenia wkrótce!
 
Magda
Copyright © 2016 U matiny , Blogger