sobota, 3 maja 2014

Mea culpa!



Witajcie po długim czasie mojej nieobecności. Jestem... Wróciłam majowa, rześka... Pogoda za oknem dziś nie cieszy oka, ale ja uprzedzona faktem iż może być powtórka z zeszłego roku, z góry zaplanowałam sobie już wczoraj cały dzień.
 
Zmęczona ciągłymi załamaniami pogody (1 maj żar lejący się z nieba, 2 maj zimno tak, że człowiek nie może sobie znaleźć miejsca do ogrzania) i faktem że za kilka godzin trzeba iść do pracy, siedziałam ledwo żywa nad kubkiem gorącej, aromatycznej kawusi i knułam sobie w głowie plan jak przyjemnie można by było spędzić kolejny zimny dzień.
 
I co wymyśliłam? Ubzdurałam sobie, że przez cały dzień nie wyjdę z łóżka. Otworzę okno na oścież, zaopatrzę się w herbatkę, książkę, może jakiś film... I tyle. Relaks pełną parą. Chociaż ten jeden, jedyny dzień.
 
 
 
 
 
Tak też zrobiłam. A co! Ale okno nie pozostało zbyt długo otwarte, bo mimo grubych skarpet i ciepłej bluzy zmarzłam niemiłosiernie i z ciężkim sercem zmuszona byłam odpuścić sobie cudowny ptasi koncert za oknem.
 
 
A moją 'papierową towarzyszką' jest "Czas darowany nam" Barbary Rybałtowskiej. Jest to już piąta część sagi, którą serdecznie polecam. Ostatnimi czasy dawkuję sobie stopniowo, powolutku książki tej autorki na przemian z książkami Philippy Gregory. Jestem zauroczona... Ale dziś słów kilka o sadze "Bez pożegnania" B. Rybałtowskiej. Z uwzględnieniem głównie czwartej części "Mea Culpa", gdyż to ona wzbudziła we mnie pewne bardzo miłe wspomnienia z dzieciństwa, którymi chciałam się z Wami podzielić.

Ale najpierw przybliżę Wam odrobinę o czym są te książki, a nuż kogoś zaciekawię i zachęcę do poczytania.
 
 
Przyznam się że pierwszą część pochłonęłam w jedną noc, tak mnie poruszyła treść tej książki, że nie mogłam się oderwać, ani się obejrzałam i już był koniec. Byłam po prostu ciekawa jak to wyglądało w tamtych czasach, bo musicie wiedzieć, że właściwie sama autorka jako dziecko była wywieziona z matką na Syberię. Więc doskonale wiedziała o czym pisze.


"Bez pożegnania"
Podczas II Wojny Światowej bohaterki wywiezione zostają z Kresów wschodnich na Syberię. Czas wielkiej próby udaje im się przetrwać dzięki niezwykłemu hartowi ducha matki.

"Szkoła pod Baobabem"
Bohaterki przedostają się wraz z Armią Andersa do Afryki. Książka pisana z perspektywy córki Kasi, w fantastyczny sposób opowiada o codziennym życiu Polaków w Ugandzie, fascynującej Afryce i tęsknocie za ojczyzną

"Koło Graniaste"
Wymarzony powrót do powojennej Polski i brutalne spotkanie z komunistyczną rzeczywistością. Jednak dzięki sile emocji, wbrew wszystkiemu, życie toczy się dalej...

"Mea Culpa"
Polska przełomu lat 50. i 60., pierwsze lata PRL-u wraz z jego absurdami, ingerencja świata polityki w życie zwykłych ludzi, podróże głównej bohaterki z zespołem Mazowsze...

"Czas darowany nam"
"Życie, jakie by nie było, zawsze jest silniejsze od śmierci" - te słowa Zofii stają się myślą przewodnią dalszych losów Kasi. Czeka ją praca, podróże, wzloty, upadki, wypadki, a także nowe spotkania i uśmiechy losu. Pełen trudnych momentów dla Polski rok 1968 w sferze osobistej daje się bohaterkom we znaki. W lata 70. Kasia wchodzi z nadzieją, ale Jak to się skończy dowiemy się z tomu następnego, pod takim właśnie tytułem.

I pomyśleć że w szkole nie lubiłam historii... Zachęcam do lektury.

Wracając do "Mea Culpa", natknęłam się na pewien zabawny fragment, kiedy to Kasia przekomarza się ze swoim młodszym rodzeństwem przed wyjściem na działkę w celu zwalczania stonek.

Oto urwany fragment:

 " KASIA - (...) Podobno w Komitecie Centralnym PZPR w Warszawie trzymane są w specjalnej celi za szybą i pilnowane przez uzbrojonych żołnierzy. W gazecie wyczytałam nawet, że były protesty klasy robotniczej i chłopstwa przeciwko trzymaniu ich tylko za jedną, pojedynczą szybą i w wyniku tych protestów ma się to zmienić. Szyby będą podwójne albo i potrójne.
 
DZIECI - A przecież my nie mamy karabinów - zmartwił się rezolutny Piotruś. - To jak będziemy zwalczać?
KASIA - Na szczęście są jeszcze inne narzędzia do zwalczania stonki. Na przykład cegły.
DZIECI - Cegły? - zdziwiła się Pelasia. - Będziemy w nie rzucać cegłami?
KASIA - Po co zaraz rzucać cegłami? Nie to miałam na myśli. Po prostu najpierw ściera się cegłę na proszek, potem złapaną uprzednio stonkę kładzie się na plecki. Następnie należy ją łaskotać po brzuszku tak długo, aż zacznie się głośno śmiać i otworzy przy tym szeroko pyszczek. Wtedy wsypuje się jej w ten uśmiech utartą cegłę zmieszaną z proszkiem DDT, ona się dławi i..."


Od razu nasunęły mi się na myśl wspomnienia z dzieciństwa, kiedy spędzałam czas u babci w pobliskiej wiosce. Babcia miała mały ogródek warzywny przy boisku, naprzeciwko domu, trzeba było przejść przez drogę i już się było przy furtce. Co roku dziadek sadził tam ziemniaki, a ja i babcia Jadwiga chodziłyśmy rano i pod wieczór zbierać z listków stonki i wrzucałyśmy je do butelek. Nie wiadomo skąd te stonki się brały, bo za każdym razem było ich multum. A teraz mając w ogródku ziemniaki, nie pamiętam jak te stonki wyglądały.

Jestem dumna, że mam takie wspomnienia... To jest piękna spuścizna po przodkach, bo teraz w dobie komputerów, X-box'ów i innych xów dzieciaki nie mają takich atrakcji. A ja mam o czym opowiadać...

Takich wspomnień mam pełną głowę, ale na dzielenie się nimi przyjdzie czas.


I tak racząc się zieloną herbatką z ulubionego kubeczka w różowe kwiatki kończę dzisiejszego posta, życząc Wam przy tym duuuuużo słoneczka w tym najpiękniejszym miesiącu w roku.
 
PS: Jak tak sobie czytam te powieści, historyjki i opowiadania coraz częściej chodzi mi po głowie pewna rzecz... I chyba spróbuję.
 
 
 
Pozdrawiam!
 
Magda
 

 


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...