31 grudnia

Do siego Roku!

Do siego Roku!


Od nowego roku dzieli nas zaledwie kilka godzin... Została nam chwila starego roku!
To czas na refleksje, wielkie podsumowanie mijającego 2014 roku. Wydarzyły się dobre rzeczy, udało się spełnić kilka marzeń, troszkę popodróżować... Ale były też złe, a nawet bardzo złe momenty...
 
Dziś Sylwester, osobiście nie przepadam za tym dniem. Chętnie bym od tego uciekła, ale nie ma gdzie... Wszędzie "dzieje się" to samo. Z czego tu się cieszyć? W Sylwestra po stokroć ma się poczucie przemijającego czasu. Możliwe, że jestem Inna, ale TEN DZIEŃ mógłby dla mnie nie istnieć. Nowy Rok? Ok! Co mi tam. Tylko ten cholerny, nieunikniony ostatni dzień roku! No cóż.
 
Mimo wszystko chciałabym Wam złożyć najlepsze życzenia.

W Nowym Roku życzę Wam wszystkiego co najlepsze,
samych wspaniałych momentów, wiele radości i spełnienia wszystkich marzeń!
Do siego Roku kochani!
 
A w najbliższych dniach pięknie podsumuję sobie stary rok...
 
Miłej zabawy Sylwestrowej!
 
 
 
Pozdrawiam!
Magda

30 grudnia

Dom otulony Świętami...

Dom otulony Świętami...
 
 
Jak ja lubię kiedy w każdym kącie domu jest jakiś świąteczny akcent! Uwielbiam ten czas. Dom otulony w zielone gałązki, pachnący choinką i pieczonymi pierniczkami... Zwłaszcza kiedy pieczemy moje ulubione mocno cynamonowe ciasteczka, wtedy wchodząc do domu można oszaleć ze szczęścia. Dzień przed Wigilią zapach gotującego się maku, mieszał się w powietrzu z ostrym aromatem zalewy do Rybki po Grecku... Lubię tą mieszankę gdyż nieodzownie kojarzy mi się ze Świętami. Taką rybkę i Makówki podaje się u nas tylko i wyłącznie raz w roku, to jest święta tradycja, nie do złamania!
Tak było odkąd pamiętam i będzie dopóki będę pamiętać! I basta!
Od tych wszystkich aromatów włosy na głowie dęba stają, wywołują hormon szczęścia... Można zapomnieć o całym świecie...
 
Zapachy i dekoracje są najważniejsze, to na nich bazuje cała magia Świąt, przynajmniej tak jest u nas... Z roku na rok staramy się aby nasze dekoracje były jak najbardziej naturalne. Gałązki, szyszki, owoce... Co tylko się da. Co jest pod ręką. W tym roku miałam naprawdę dużo planów i pomysłów, ale z powodu tragedii jaka nas spotkała nie udało mi się ich zrealizować...
Dlatego Królową była Prostota...
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
Ciekawa jestem jak długo u Was utrzymuje się nastrój świąteczny? Długo macie choinkę w domu?
My ozdoby zdejmujemy naprawdę późno, zawsze na ostatni moment. W lutym...
 
Pozdrawiam!
Magda
 


27 grudnia

Świąteczna migawka...

Świąteczna migawka...
 
 
I znów to samo, co roku ten sam scenariusz... Najpierw szaleństwo z przygotowaniami do Świąt Bożego Narodzenia, latanie po sklepach w poszukiwaniu prezentów, wielkie domowe porządki, obmyślanie menu na świąteczny stół, bieganie za choinką, przystrajanie domu... Bla, bla, bla... A potem? Jak już wszystko gotowe i chciałoby się w końcu odpocząć, w spokoju spędzić trochę czasu z rodziną przy pięknej, pachnącej choince i blasku świec... Wystarczy pstryknięcie palcami, mydlana bańka pęka "pyk!" i po Świętach. Za krótko, za mało... Chciałoby się więcej!
 
No cóż, to co najpiękniejsze, najszybciej się kończy... Niestety... A ja przychodzę dziś do Was dosłownie na chwilkę, gdyż jest już bardzo późno, a ja mam ochotę sobie jeszcze troszkę poczytać zanim oczy na amen mi się posklejają... Mam dla Was króciutką migawką świąteczną, a raczej poświąteczną.
 
Zapraszam...
 
 
 
 
 
 
 
 
Ciąg dalszy nastąpi... Póki co uciekam przewertować kilka kartek góralskiej opowieści... Dobranoc.
 
 
Pozdrawiam!
Magda


26 grudnia

Świątecznie...

Świątecznie...


Bardzo dziękuję za wszelkie Świąteczne życzenia, ja miałam troszeczkę pod górkę, dlatego złożę Wam je teraz... Przedłużmy sobie Święta o weekend.
 
Z okazji tych najpiękniejszych dni w roku życzę Wam wszystkiego co najlepsze, mnóstwo radości, życzliwości i spokoju. Wspaniałych, ciepłych chwil spędzonych w gronie najbliższych osób... W blasku świec i choinkowych lampek. Wesołych Świąt!
 
 
 
 
Kochani jak spędzacie te cudowne chwile? Wyjeżdżacie gdzieś, odpoczywacie w domu, czy spotykacie się w większym gronie rodzinnym? U nas na Wieczerzy Wigilijnej byli goście, trochę posiedzieliśmy, rozpakowaliśmy podarunki i poszliśmy tradycyjnie, jak co roku na Pasterkę. Byłoby o wiele przyjemniej gdyby za oknami było biało... Wracając pamięcią kilka lat wstecz, no może kilkanaście... Pamiętacie czasy kiedy na podwórku były półmetrowe zaspy? Kiedy ja i mój brat byliśmy dziećmi, co roku chodziliśmy z rodzicami na Pasterkę po zaśnieżonych polach do pobliskiej wioski, gdzie mieszkali dziadek i babcia. Czasem śnieg sypał tak intensywnie, że brodząc po kolanach w śniegu całą drogę szłam krok w krok za tatą żeby cokolwiek widzieć, gdyż biały puch biczował mi twarz aż bolało... A po drodze było co oglądać, nie raz ni stąd ni zowąd wyskoczył zając albo bażant powodując szybsze bicie serca. Czasem przydarzyło się całe stadko sarenek. Bardzo lubiłam te piesze wędrówki w śniegu, każdego roku w Wigilię samego rana czekałam z niecierpliwością na prezenty i Pasterkę. To była atrakcja! Prosto z drogi chodziliśmy do babci żeby się ogrzać i napić czegoś ciepłego, a potem wszyscy razem szliśmy do kościoła. A po Pasterce znowu do babci, gdzie zbierała się cała rodzina i tak siedzieliśmy do 4 - 5 nad ranem. I z powrotem do domku, spacerem bądź samochodem, w zależności od pogody. Taaaak, to były czasy... Chciałabym się do nich wrócić...
 
Pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia spędziliśmy w domu, odpoczywając... Oczywiście przy choince, przed telewizorem... A dzisiaj po obiedzie wybraliśmy się na Górę Świętej Anny zobaczyć szopkę, przy okazji udało nam się trafić na nabożeństwo, więc troszkę pokolędowaliśmy... A potem podjechaliśmy jeszcze do pobliskiej wsi Wysoka, bo tam znajduje się ruchoma szopka. Bardzo ciekawa... Stamtąd przywieźliśmy sobie paczuszkę owsa poświęconego ku czci świętego Szczepana. Na szczęście!
 
 
Trochę owsa dla Was z życzeniami spod samiuśkich Tatr!
 
Na scynście, na zdrowie, na to Boze Narodzenie, na tyn Nowy Rok!
Sypnym po wos owsa ziorkiym, z nadchodzoncym nowym rokiem.
 
(...) Zebyście byli weseli, jako w niebie janieli.
 
 
Góra św. Anny
 
 
Wysoka
 

 
Na koniec widoczek, bo pięknie to słoneczko dziś świeciło...
A teraz pyszna kawka, miseczka Makówek i odpoczynek przy blasku świec i choinki...
Wspaniałego wieczoru kochani, wypoczywajcie, świętujcie...
 
Pozdrawiam!
Magda


22 grudnia

Chwile zapomnienia z wypiekami...

Chwile zapomnienia z wypiekami...
 
 
Na początku chciałam Wam bardzo podziękować za chwilę poświęconego czasu i miłe, pełne otuchy słowa, którymi obdarzyliście mnie w komentarzach pod poprzednim postem oraz w mailach. Te parę słów od Was naprawdę cieszą i dają poczucie, że ktoś o mnie, o nas pomyślał przez chwilę. Nie jesteśmy sami. Są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie, którzy potrafią się na chwilkę zatrzymać i powspierać tych którzy tego potrzebują... Zwłaszcza teraz w tym cudownym czasie, kiedy wszyscy biegają i zapinają powoli wszystko na przysłowiowy ostatni guzik. Ażeby do Wigilii wszystko było gotowe. My też nie odstępujemy, mamy piękną choinkę, którą w końcu udało się ubrać całą. Dom też udało nam się jako tako przystroić w Świąteczne szaty, Karp jest, chałki do Makówek są w toku produkcyjnym, ciasteczka upieczone i polukrowane... Tylko troszkę brakuje tego ducha Świąt. Radość ze zbliżającej się Wigilii jak najbardziej jest, ale to jednak nie to samo. Co rusz człowiek ucieka się do wspomnień i tęsknoty...
 
Wczoraj zrobiłyśmy z mamą zebranie w kuchni i takim oto sposobem zabrałyśmy się za lukrowanie ciasteczek. Okazało się, że jest ich naprawdę sporo. Na koniec zmagań ledwo mieściły się w trzech miskach, a po szafkach pochowane są jeszcze czekoladowe kulki z orzeszkiem laskowym i gwiazdki z kokosanką i orzechem na wierzchu, których lukrować nie trzeba było. Werdykt: o matko, za dużooo! Co z tego jak dzisiaj do kolekcji doszły pierniczki Norymberskie i zapomniany już gdzieś tam na blaszce piernik do krojenia... Olaboga! Jeden sporych rozmiarów karton już został spakowany na zamówienie. A reszta? Pewnie poznikają w mgnieniu oka jak co roku. Mój brat nie odpuści żadnemu :)
 
A oto nasze pole bitwy:
 
 
 
 
 
Jak widać holenderska posypka na chleb u nas ma więcej zastosowań :)
Ciastka wyglądają ślicznie...
 

 
A to dzisiejsze królowe! Chętnie zjadłabym kawałeczek takiej świeżutkiej chałki, ale zębisko mi na to niestety nie pozwala. Buuu...
 
 

 
Post miał się ukazać wcześniej, ale źle się ułożyłam z czasem.
Pozostało mi życzyć dobrej nocy!
 
Pozdrawiam!
 
Magda
 


21 grudnia

Nic już nie będzie takie samo...

Nic już nie będzie takie samo...
 
 
To już czwarta niedziela Adwentu... Święta tuż tuż. Przy samym progu. To moje ukochane Święta. Co roku cieszę się na nie jak małe dziecko i bardzo pieczołowicie się do nich przygotowuję. Zresztą jak każdy, chyba. W tym roku niestety jest inaczej. Krzątam się po domu z kąta w kąt. Tu coś sprzątnę, tam coś przestawię... W ogóle nie czuję klimatu Adwentu. Wieniec na drzwiach zawisł dopiero po drugiej niedzieli, podobnie było ze świeczkami na stole. Nie cieszy blask lampek, radość z pieczenia ciasteczek odeszła, przystrajanie domu idzie nam kulawo. Jest nam bardzo trudno... Nic już nie będzie takie samo...
 
 
 
Utrata bliskiej osoby bardzo boli, a boli tym bardziej gdy te najpiękniejsze chwile w roku zbliżają się wielkimi krokami i trzeba je będzie spędzić w niepełnym gronie. Trzy tygodnie temu pożegnaliśmy mojego tatę... Miał zaledwie 51 lat. Tak bardzo nam go brakuje...
Nigdy bym się nie spodziewała, że będąc z mamą za granicą, w domu dojdzie do takiej tragedii i tato mnie już nigdy nie przywita w progu domu... Do końca życia nie zapomnę naszego ostatniego pożegnania przy busie, którym odjeżdżałyśmy w stronę Holandii... Ten ostatni uścisk wyrył mi się w pamięci jak grawer na szkle... 
 

Do widzenia tato...
 
 

Pomimo żalu i smutku, który gęsto wypełnia atmosferę w całym domu, z całych sił staramy się brnąć w te Święta... Przywieźliśmy choinkę, która stoi w pokoju ubrana do połowy, gdyż jeden z kompletów lampek odmówił posłuszeństwa i trzeba się wybrać do sklepu po nowe. Dziś w planach mamy lukrowanie ciasteczek i pierniczków. Prezenty mam z głowy gdyż większość przyszło pocztą bądź też kurierem, na kilka paczuszek jeszcze czekam... Myślę, że do Świąt dotrą, mam nadzieję. Pozostały jeszcze tylko zakupy spożywcze. A co dalej? To się okaże...

Jakby tego wszystkiego było mało, żyć nie daje mi ząb, który po wizycie u jednego stomatologa boli jeszcze bardziej niż przed wizytą i nie pozostanie mi nic innego jak udanie się po weekendzie do kolejnego lekarza... Można oszaleć z bólu. Ratuję się wszelkimi sposobami, tabletki odstawiłam, bo już w ogóle nie działają, wszędzie chodzę z butelką zimnej wody. Do tego Alpa, napar z szałwii i goździki... Wszystko powoduje chwilową tylko ulgą, ale wczoraj namierzyłam w sieci artykuł z domowymi sposobami i wyczytałam, że należy rozgryźć ząbek czosnku. Tak też zrobiłam! Po niecałej minucie było po bólu. Jak ręką odjął! I co ważne, najważniejsze, znieczulenie długoterminowe. Minusem jest "zapach", ale po takiej męczarni nawet to nie przeszkadza.
 
Wspaniałej przedświątecznej niedzieli Wam życzę!
 
Pozdrawiam!
 
Magda
 

Copyright © 2016 U matiny , Blogger