16 stycznia

Coś nowego i coś starego...



Kochani obiecuję, że to już ostatni post o tematyce świątecznej w moich progach.
Dzisiaj popaplam sobie o choince. Troszkę o tradycji, troszeczkę o ozdobach. Nie mogłam się powstrzymać... A wszystko za sprawą wyprzedaży... Szaleństwo zakupów, a i taka nasza tradycja zadecydowały o tym, że w tym roku na naszej choince znów pojawiło się kilka nowości. I tym razem nastąpiło to po świętach... No cóż, siła wyższa.
 
Gdzieś mi się o uszy obiło, że każdego roku na choince powinno zawisnąć coś starego i coś nowego. Ale ile w tym prawdy, nie wiem... Możliwe, że mi się śniło :) Słyszeliście o takiej tradycji? Hi, hi...
 
Lecz na sto procent mogę potwierdzić inną tradycję związaną ze świątecznym drzewkiem. Otóż tradycja przynoszenia drzewka do domu... W naszych czasach już niepraktykowana, chyba :)
No bo kiedyś choinki po prostu przynosiło się z lasu...
Mama opowiadała mi jak obchodzili w domu Wigilię kiedy była mała. Dziadek co roku wczesnym rankiem chodził do pobliskiego lasu po choinkę i przynosił ją na plecach do domu.
Potem ustawiano ją w stojaku, który sam zrobił na stoczni, gdzie pracował. A stojak był naprawdę ładny, do dzisiaj osobiście go pamiętam... Ozdabiały go trzy krasnale. To takie moje cenne wspomnienie choinki u babci. No i kiedy choinkę ustawiono w pokoju wszyscy zabierali się za przystrajanie. Ozdoby oczywiście były bardzo naturalne: orzechy, jabłuszka, pierniki, podłużne cukierki w kolorowych foliach i świeczki na klipsach. Świeczki były zapalane tylko na czas wieczerzy, a po wspólnym kolędowaniu przy choince babcia od razu je zdmuchiwała, żeby nic się nie stało. To musiało być naprawdę piękne! 
 
Drzewko przystrajano zawsze w Wigilię, nigdy wcześniej.
A tradycja "kradzieży" drzewka z lasu miała przynieść gospodarzowi wiele szczęścia...
 
No to czas na nasze choinkowe nowości :)
Pierwsze dwie bombki pochodzą z kolekcji holenderskiej marki Home&Styling, to część prezentu urodzinowego dla mojej mamy. Jak je tylko zobaczyłam, od razu musiałam kupić... Są urocze!
 
 
 
Bombka poniżej jest ze sklepu Home&You...
 
 
Następne dwie pochodzą z jakiegoś małego sklepiku, nie pamiętam jak się nazywał.
Ale są ręcznie ozdabiane... I naprawdę ładne.
 
 
 
A mikołajek - to prezent od cioci... Dziękujemy :)
 
 
A ze staroci u nas zielona bombka, naprawdę stareńka... Mama dostała ją od swojej pierwszej  szefowej 30 lat temu... A wcześniej bombka owa przez długie lata cieszyła oko pierwszej właścicielki... :)
 
 
A bombka poniżej, cały komplet to pierwsze bombki zakupione przez moich rodziców... Oczywiście ozdób było więcej, ale ja i mój brat trochę za bardzo lubiliśmy choinkowe ozdoby, zawsze trzeba było dotknąć, stuknąć palcem, no bo przecież od samego patrzenia nie spadały z choinki... :)
 
 
A Wy macie na swoich choinkach jakieś stareńkie bombki, światełka, może jakieś stare stojaki na choinkę? Lubicie stare ozdoby, czy niekoniecznie? Bo jakby ktoś nie daj Boże chciał się jakiegoś choinkowego "skarbu" pozbyć to ja z przyjemnością przygarnę :) Nie wyrzucajcie!
 
 
Pozdrawiam!
Magda

 

4 komentarze:

  1. cudowne ozdoby :) nie znałam tych tradycji dotyczących choinki i ozdób! :)
    dobrze wiedzieć!
    :)
    mam takie starowinki w "kolekcji" po Babci, w tym roku jednak nie zawisło nic szklanego :) z uwagi na maluchy ;) za to wszystkie pierniki zostały już przez Zosię i Antka zjedzone...a sądziłam że to ja będę podbierała pierniki z choinki ;p
    piękne te bombeczki dla Twojej Mamy :)
    ja lubię naturalne ozdoby plus szydełkowe (hehe chyba dlatego że szydełka nie opanowałam tak bardzo mi się podobają tego typu twory ;p)
    Buziaki! Pozdrawiam, przytulam

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj, dziękuję za odwiedziny w moim domu na Wonnym Wzgórzu.
    Co do choinki, to ja nie kupuję ozdób, a już na pewno nie w sklepach, bo ich nie znoszę i chodzę do nich tylko kiedy muszę. Swoje ozdoby robię sama, więc w tym roku na mojej choince zawisły pomalowane na czerwono szyszki, łańcuchy z szyszek modrzewia i papierowe ozdoby. Na Warmii gdzie mieszkam choinki zaczęto stawiać dopiero po wojnie, rzadko przed II Wojną Światową. Wcześniej w rogu izby stawiano snop siana, który miał przynieść mieszkańcom pomyślność, a przed Nowym Rokiem, kiedy miały przyjść największe mrozy owym snopem obwiązywano drzewa owocowe w sadach. Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Magdo :))
    piękne, rodzinne miejsce stworzyłaś ;))
    i takich rodzinnych opowieści mogę słuchać bez końca... w moim rodzinnym domku drzewko zawsze pojawia się w Wigilię ;)) kiedyś do mnie i moich 2 braci należało jego ozdabianie... teraz robią to moi Rodzice bo my przyjeżdżamy na gotowe... a jako, że na Święta odwiedzamy na zmianę jednych i drugich rodziców w moim domu ozdoby pojawiają się wcześniej, by nacieszyć nimi oko, by zrobić frajdę Stasiowi... i w wiszą do 2 lutego...
    pozdrawiam serdecznie
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  4. O tej tradycji nie słyszałam... ale mam tez duży sentyment do starych ozdób. Naprawdę bardzo inspirujący ten Twój post. Aż szkoda, że po Świętach pozostało tylko wspomnienie!

    Bombki z dzikimi zwierzętami po prostu przepiękne :))) Sama bym kupiła!!! Ja mam nowe ozdoby, ale u mojej mamy są bombki ponad 30-letnie... Mam jedynie plastikowego aniołka na sankach, tak starego, że wytarła mu się już buzia... a dostałam go jako maleńkie jeszcze dziecko od Babci... Co roku jest na choince, w tym roku był na stroiku na stole. Obiecuję sobie zrobić mu zdjęcia z okazji następnej gwiazdki :)))

    Od 5 lat mamy na choince bombkę "dzidziusową" naszej córeczki - gdy się urodziła kupiłam różową bombkę z napisem "Baby's first Xmas" i co roku wieszamy ja na choince. Fajne są takie rodzinne tradycje :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 U matiny , Blogger