27 grudnia

Poświąteczny czas...

Poświąteczny czas...
 
 
Witam Was poświątecznie... Przedświątecznie się niestety nie wyrobiłam, gdyż tak zalatana nie byłam jeszcze nigdy w życiu. Poważnie mówię :) Popołudniowe zmiany w pracy nijak nie idą w parze ze świątecznymi przygotowaniami i takim oto sposobem wszystko robiłam na ostatni moment, żeby choć troszeczkę odciążyć mamę. A skoro już z przygotowaniami do świąt było krucho, z blogiem było jeszcze gorzej... Szkoda, szczerze żałuję, bo sporo się działo i marzyło mi się żeby zrobić coś w rodzaju blogmas'a, może w przyszłym roku się uda...
 
Święta w tym roku minęły bardzo rodzinnie i powiem Wam szczerze, że pierwszy raz w życiu mam już dosyć świętowania... Zmęczyłam się okropnie, tym siedzeniem, jedzeniem i siedzeniem i jedzeniem... Między siedzeniem i jedzeniem były tylko dwa nie za długie spacerki, w związku z tym jutro postanowiłam iść do pracy na piechotę (cztery kilometry), to mi bardzo dobrze zrobi. Zresztą i tak nie miałabym czym pojechać. Gdyż jak to zazwyczaj w święta bywa, zawsze musi coś nawalić... Kiedy samochód przydałby się, chociażby po to żeby się wybrać zobaczyć jakąś szopkę, jest to niemożliwe, bo nagle zamek od drzwi kierowcy postanowił zastrajkować i rozpaść się w drobny mak. Co za tym idzie, samochód stoi bez drzwi... Co zrobić. A żeby było śmieszniej, to jak już mówimy o nawalaniu... Kuchnia też jest cała zagracona, panele ścienne porozbierane, gdyż nagle naszemu bojlerowi przepływowemu się odwidziało i stwierdził, że skoro w wannie pływają karpie to gorąca woda jest zbędna i wyjechał na wakacje... Teraz między świętami trzeba szybko szukać fachowca... Jak ja kocham, takie świąteczne usterki... Aaaaaaaaaaaa...
 
Bardzo, bardzo lubię świąteczne klimaty, żywą, pachnącą choinkę, lampki, zielone girlandy, świece... A w tym roku zaszalałam i zainwestowałam w czerwień, świąteczną czerwień... W końcu spełniłam swoje marzenie i kupiłam zasłony w czerwoną kratę, specjalnie na święta. Efekt jest naprawdę ładny, najchętniej nie wychodziłabym z domu, zakopałabym się w kocach na kanapie i poleżała może miesiąc :) Hi, hi, hi... Bo tak właściwie, to teraz przydałby mi się jeszcze urlop, żeby odpocząć od jedzenia i siedzenia, dla odmiany bym poleżała... I leżałabym tak długo, aż poczułabym się po tym obżarstwie lżej :) No. Wiem, wiem... Gadam głupoty... Ale obiecuję sobie już od kilku lat, że w święta będę odpoczywała do góry brzuchem i nigdy mi nie wychodzi, bo szkoda mi tego pięknego czasu... Oj szkoda.
 
 


 
 
 
Na koniec omal nie straciłam całego tekstu, a zdjęcia są w stanie surowym gdyż mój program do obróbki zdjęć zaczął wymyślać... Ah ta złośliwość rzeczy martwych.

Życzę Wam miłego wieczoru, do zobaczenia.



Pozdrawiam!
Magda
 

Copyright © 2016 U matiny , Blogger