26 kwietnia

Krokus do krokusa...

Krokus do krokusa...
 
 
Tak jak obiecałam, mam dla Was cudowną i dosyć obszerną fotorelację z mojej wiosennej wyprawy do Doliny Chochołowskiej. Jakieś dwa albo nawet trzy lata temu kiedy po raz pierwszy natknęłam się w internecie na zdjęcie polany całej w fiolecie, niemal oszalałam z zachwytu... Przysięgłam sobie, że pojadę i zobaczę to na własne oczy. Udało mi się dopiero w tym roku i jestem szczęśliwa, że kolejne moje marzenie się spełniło...

Wraz z mamą wybrałyśmy się na kilka dni do Zakopanego, skąd busikiem udałyśmy się do najdłuższej doliny w polskich Tatrach. Dziesięć kilometrów wspaniałych widoków, w sąsiedztwie szumiącego górskiego potoku - bajka. Momentami na szlaku zalegało naprawdę sporo topniejącego śniegu co utrudniało wędrówkę, ale było warto...
 
 

 
"Tak to już jest w życiu, że kiedy człowiek bardzo czegoś pragnie i długo na to czeka, to wyobraża sobie, że jak już osiągnie ten cel - cały świat przewróci się do góry nogami. Kiedy w końcu ten moment przychodzi, okazuje się, że nic się nie zmieniło, wszystko jest po staremu, a radość nie jest tak ogromna. W marzeniach finał jest dużo istotniejszy. Dopiero kiedy go osiągamy, okazuje się, że w gruncie rzeczy ważniejsze jest, aby mieć cel niż żeby go osiągnąć."

Leszek Cichy

 



















 
Było wspaniale... Mimo tego, że piękna pogoda na Podhalu nakłoniła nas do przedłużenia pobytu o dwa dni, to i tak wydawało mi się za krótko...
 
 
Pozdrawiam!
Magda



18 kwietnia

Zaginiona w akcji...

Zaginiona w akcji...
 
 
Jestem! Wróciłam! Troszkę czasu upłynęło od mojego ostatniego wpisu. Aż dziw! Gdzie ja się tyle czasu podziewałam? Hi, hi... Wiosna mnie omamiła! Sporo się działo. Najpierw rehabilitacja mojej łapki, która na szczęście jest już jak nowa. W międzyczasie kręciłyśmy się po ogrodzie, wiadomo jak to na wiosnę, wszystko czeka na swoją kolej. Tu trawnik wygrabić, tu ziemię przeryć, tu coś posadzić, tam coś posiać, w stawie zrobić porządki, rybki nakarmić, króliczki wypuścić na trawkę... Pracy od groma! Zwieńczeniem dwa dni temu był grill, pierwszy w tym roku. Cudownie posiedzieć w ogrodzie wieczorem zanim jeszcze komary wyczają co jest na rzeczy. A jakby tego było mało, zaraz po Świętach zachciało nam się remontu, cały dom od prawie dwóch tygodni jest wywrócony do góry nogami. Zrywaliśmy tapety, wyciągaliśmy ścianę, przestawialiśmy meble... Nawet nie ma gdzie usiąść, wszędzie tyle kurzu, pyłu... No i tak oto czas chcąc nie chcąc poleciał w siną dal. Sama się dziwię, że ostatni post był prawie sześć tygodni temu! Nie do wiary.

Teraz wpadłam tutaj na chwilkę, bo czas goni jak szalony... Chłopaki kończą tynkować ściany, więc lada chwila czeka mnie i mamę Wielkie Sprzątanie. Coś czuję, że padniemy na twarz wieczorem, ale za to będzie ładnie. A dopiero jak ogarniemy trochę dom to powiem to i owo o pracach, które na szczęście są już prawie za nami... Czasu mamy malutko, bo już w poniedziałek ruszamy do Zakopanego! Nareszcie. Dolina Chochołowska zakwitła, mam nadzieję, że nie zasypie nas śnieg... Nie ważne, góry to góry. Bilety są, pokoik wynajęty, czas ruszać :)

A na osłodę, w tą jakże brzydką, zimną sobotę mam dla Was kilka zdjęć ze słonecznego ogrodu, zrobione w przerwie od grabienia trawnika...



Lilie posadzone, tulipany rozkwitają...



Za niedługo ciasta i kompoty z rabarbarem... Mniam, mniem :)




 

Pozdrawiam!
Magda 
 
 
PS: Dziękuję, że jesteście :)
Copyright © 2016 U matiny , Blogger