07 czerwca

Międzyblogowy kącik czytelniczy #2

Międzyblogowy kącik czytelniczy #2
 
 
Nadszedł czas na drugą odsłonę MKC :) Tak to już u mnie jest, że najpierw długo nic, a potem wszystko na raz :) Tym razem mam coś do powiedzenia na temat świetnej książki... Klasyk literatury amerykańskiej, książka napisana została ponad 50 lat temu... A ja podobno mam się wstydzić, że przeczytałam ją dopiero teraz. No więc, wstydzę się... Mowa o "Zabić drozda" Harper Lee, książka poruszająca ważny temat rasizmu. Temat rzeka, niezniszczalny... Niestety.
 
 
 
 
Lata trzydzieste XX wieku, małe miasteczko na południu USA. Atticus Finch, adwokat i głowa rodziny, broni młodego Murzyna oskarżonego o zgwałcenie biednej białej dziewczyny Mayelli Ewell. Prosta sprawa sądowa z powodu wszechpanującego rasizmu, urasta do rangi symbolu. W codziennej walce o równouprawnienie czarnych jak echo powraca pytanie o to, gdzie przebiegają granice ludzkiej tolerancji. Zabić drozda to wstrząsająca historia o dzieciństwie i kryzysie sumienia. Poruszająca opowieść odwołuje się do tego, co o życiu człowieka najcenniejsze: miłości, współczucia i dobroci.
 
 
Harper Lee porusza w powieści szereg tematów typowych dla akcji osadzonej w zamkniętej społeczności. Czytelnik obserwuje prowincjonalną społeczność i śledzi wydarzenia oczami córki adwokata mającej sześć, siedem a następnie osiem lat. Smyk przygląda się postępowaniom ojca oraz reszty mieszkańców Maycomb. Poznaje strukturę i moralność wspólnoty, w której żyje. Pyta, analizuje, porównuje, wyciąga wnioski. Jest obserwatorką z jednej strony niedoskonałą, bo wiele spraw jest dla niej nowych i niejasnych, a niektóre zdarzenia zna tylko z relacji innych, ale z drugiej strony dysponuje dziecięcą świeżością spojrzenia, nie jest obciążona rządzącymi światem dorosłych stereotypami; może więc zobaczyć i zrozumieć więcej niż niejeden z nich.
 
 
 
Fragment
 
"(...) - Życie jeszcze nie stępiło jego instynktu. Ale niech no tylko podrośnie, już nie będzie mu niedobrze, już nie będzie płakał. Może i takie sprawy wciąż nie będą mu się podobały, ale na pewno nie zapłacze. Zobaczycie za kilka lat.
- Nad czym nie zapłaczę, panie Raymond? - W Dillu odezwała się męska natura.
- Nad tym, jak jedni ludzie bezmyślnie gotują innym ludziom piekło na ziemi. Nad tym, jakie piekło gotują biali kolorowym, a przecież to także są ludzie.
- Atticus mówi, że oszukać kolorowego to dziesięć razy większy grzech, niż oszukać białego - wymamrotałam. - Mówi, że to najgorsze, co można zrobić."
 
 
Książka poruszająca skrajnie emocje, śmiałam się do rozpuku z naiwności i mądrości małej dziewczynki, a chwilę potem płakałam jak bóbr nad dziecięcą wrażliwością... Choć początki czytania były trudne i chciałam rzucić tę książkę w kąt, kiedy już się przedarłam przez kilka rozdziałów wspomożona opiniami i zachwytami armii youtuberów, dosłownie nie mogłam się oderwać. Jeszcze tylko jeden rozdział, tylko jeden - obiecałam sobie... :) I ktoś powiedział, że przeżywał wszystko co się dzieje w książce, wraz z małą dziewczynką o dziwnej ksywce Skaut (Smyk), która tym samym jest narratorem... To prawda! Bardzo przekonująca i wciągająca narracja.
 

 
 
Wynik wyzwania 52 książki:
"Zabić drozda" Harper Lee to siedemnasta książka, którą przeczytałam w tym roku.

18. "Saga o Ludziach Lodu. Zauroczenie" Margit Sandemo
19. "Saga o Ludziach Lodu. Polowanie na czarownice" Margit Sandemo

Teraz zabieram się za część trzecią :)
 
 
 
Pozdrawiam!
Magda
 


01 czerwca

Wspomnienia z dzieciństwa...

Wspomnienia z dzieciństwa...


Dziś mamy Międzynarodowy Dzień Dziecka i już pierwszy dzień czerwca... To takie małe święto dla nas wszystkich, bo wszyscy w mniejszej lub większej mierze jesteśmy dziećmi. Przyznam się bez bicia, że drzemie we mnie dziecięca dusza, właściwie to mam chyba dwie, bo czasem czuję się strasznie stara... Hi, hi... :) Ale mniejsza o to. Dzieciństwo wspominam bardzo dobrze... A dziś jest wspaniała okazja, żeby sobie troszeczkę odświeżyć pamięć i przywołać kilka takich wspomnień. Na ogół byłam spokojnym dzieciakiem (do dziś mi to zostało :)), ale jak już coś głupiego przyszło do głowy to nie było zmiłuj, jak to u dzieci bywa. Przede wszystkim kiedyś każde dziecko 95% dnia spędzało na świeżym powietrzu, nie mieliśmy telefonów, komputerów, PlayStation i innych duperelów, które teraz pochłaniają czas i życie dzieci niemal całkowicie... Od dziecka mieszkam na wsi, moi dziadkowie też mieszkali na wsi, więc non stop było co robić... Dzieciństwo w latach dziewięćdziesiątych, to były wspaniałe czasy. Oj tak. Na boiskach szkolnych tłumy dzieciaków i zero nudyyyy... Co to się wyczyniało. Graliśmy w piłkę, biegaliśmy, chowaliśmy się, wisieliśmy do góry nogami na trzepaku... Graliśmy w klasy, skakaliśmy na skakance, kto dłużej wytrzyma, kto się skuje - takie maratony były świetne. Najbardziej lubiłam jednak grę w kolory i grę w gumę. Te dwie gry były świetne, ale jeszcze lepsze były podchody, dzieciaki z całej wioski zbierały się pod szkołą, dzieliliśmy się na grupy, kreda w dłoń i do boju! Co myśmy się nalatali. Pamiętam, że raz nawet graliśmy w podchody na rowerach, tak więc głowy pełne były pomysłów i urozmaiceń.
 
 
Najlepsze czasy były jednak zanim zaczęłam moją przygodę ze szkołą podstawową, właściwie większość czasu spędzałam u babci, która mieszkała w bardzo spokojnej miejscowości, daleko od samochodów, można by powiedzieć nawet od całego świata. To była prawdziwa wieś pod lasem. Babcia i dziadek mieli małe gospodarstwo i cudowny ogródek, w którym rosły miliony truskawek... Za każdym razem kiedy przyjechaliśmy w odwiedziny, a akurat był sezon na te owoce, dostawaliśmy całą miskę umytych truskawek i cukiernicę... To był najlepszy deser wszechczasów, truskawki maczane w cukrze. Mniam! Albo... Nie. Jeszcze lepsze były lody z proszku, które babcia własnoręcznie mieszała mikserem i trzeba było godzinami na nie czekać aż zrobią się twarde... Jaką ja miałam wtedy cierpliwość! Hi, hi... Opłacało się czekać, bo były to wspaniałe lody z mleka prosto od krówki. Co ja bym dała, żeby wrócić do tamtych czasów... A kiedy już były gotowe, siadaliśmy na ławce pod lipą i wcinaliśmy aż nam się uszy trzęsły! U babci wszystko było fajne, nawet wielkie pranie... Uwielbiałam prać! Bo to nie było takie zwykłe pranie, najpierw się namaczało, a potem pralka Frania "mieszała" ubrania bez końca, żeby na koniec wszystko po kolei przepuszczać przez wyżymaczkę. Uwielbiałam się taplać w wodzie... I kiedy było już po praniu na całym podwórku na sznurkach wisiały ubrania, pościel... To dopiero była zabawa, gonić się między porozwieszanym praniem...
Pamiętam, że pewnego dnia zabrali mnie, mojego brata i kuzyna na pole i to jest jedno z moich piękniejszych wspomnień gdyż jak tak teraz na to patrzę, mam wrażenie, że przez chwilę byłam w skórze mojej mamy, jakbym się znalazła w latach jej dzieciństwa... Cała nasza trójka miała zaledwie po kilka lat, dlatego też zostaliśmy usadowieni na kocyku, w cieniu pod drzewem, każdy dostał do ręki kromkę chleba z twarogiem i "kwiatkami" z masła na wierzchu, a do tego szklankę kompotu i tak sobie siedzieliśmy i obserwowaliśmy jak ludzie pracują na swoich polach. A obok nas jakaś dziewczyna na łące zbierała białą koniczynę do dużej emaliowanej miednicy, prawdopodobnie na herbatkę... Mogłabym napisać książkę o tych i innych moich wspomnieniach z domu pod lasem.
 
 
A w domu z bratem i sąsiadami bardzo często budowaliśmy namioty z dwóch stron siatki ogrodzeniowej, z koców i klamerek, my u siebie, oni u siebie i tak siedzieliśmy, aż pewnego dnia kawałek po kawałku wyłamaliśmy drut z ogrodzenia, powstała dziura jak Berlin i już mogliśmy się odwiedzać nawzajem :) Budowaliśmy "bazy" na drzewach, pod drzewami, nawet raz wykopaliśmy domek w ziemi... Ku przerażeniu rodziców. Niestety jak szybko go wykopaliśmy, tak szybko musieliśmy go zasypać...
 
 
Ah, co to były za czasy! Nikt nic nie miał, wszyscy byliśmy równi. A teraz dzieciaki mają wszystko, ale mimo to są niesamowicie ubodzy... Naprawdę jest mi ich szkoda. Bo co oni będą kiedyś wspominać?
 
A u nas dzisiaj pyszny tort z okazji Dnia Dziecka, którego mama pichciła od samego rana w kuchni. No bo przecież wszyscy jesteśmy dziećmi! Wspaniałego wieczoru życzę!
 
 
Pozdrawiam!
Magda
 

Copyright © 2016 U matiny , Blogger