31 marca

O domowym chlebku...

O domowym chlebku...


Nie zdążyłam się obejrzeć i bach! - znów minął miesiąc od ostatniego posta! Bach! - minęły święta, dosłownie mnie ominęły. Bach! - przyszła wiosna! Ach, wiosno, witaj! Już nie wspomnę, że mija marzec. Czas pędzi i pędzi, a ja postanowiłam na chwilę w końcu się zatrzymać i razem z wiosną, wiosennymi porządkami, podumać trochę nad sobą samą. 

Dzień trwa i trwa, słoneczko świeci, deszczyk czasem odrobinkę nas skropi, przy czym zapach powietrza oszałamia. Aż chce się tańczyć! Ptaki szczęśliwe, śpiewają jak szalone. Pomijając plagę wróbli i wścibskich szpaków, które już czekają... nie wiem na co. Moje ukochane kosy! Wieczorami, o świcie, w środku dnia dają przepiękne koncerty, co stanowi najpiękniejszą muzykę dla moich uszu. Kocham te ich trele. Kwiatki. Szkoda tylko, że są aż tak kruche. Codziennie robimy obchód ogrodu, a tam z dnia na dzień ładniej. Pierwsze tulipany już zakwitły, krokusiki niestety powoli przekwitają, ale dywanik jest dość obfity. A jakie ładne mini narcyzy nam powychodziły... A z dzikusków, stokrotki, cebulice i fiołki. Te ostatnie ciągle chodzą mi po głowie, bo to ich czas, teraz i tylko teraz. Mają tyle zastosowań, a mi jest szkoda je pozbierać... Bo są piękne i ślicznie pachną. Muszę pomyśleć...


Lecz nie o tym dziś. Będzie pysznie i pachnąco dzięki chlebusiowi domowej roboty. Pogadam troszeczkę o tradycyjnym chlebie kresowym. Parę osób prosiło mnie o przepis. Voilà! Będzie i przepis. Powiem tyle - zachęcam do spróbowania, nawet jeśli komuś będzie się wydawało, że za dużo pracy przy wypieku chleba. Kochani! Ten zapach w całym domu, ta chrupkość i smak... no i możliwość dodania do ciasta czego tylko dusza zapragnie, zioła, ziarenka, suszone owoce... Chodzi za mną żurawina. Ale myślę, że niebawem na dłuższy czas w naszym chlebie zagości niedźwiedzi czosnek, już nie mogę się doczekać.


Zacznijmy od historii takiego kresowego chlebka. Otóż. Kresowe gospodynie tradycyjnie piekły chleb raz w tygodniu - w soboty. Formowały one zgrabne bochenki o wymiarach 30-40 cm. Pieczenie trwało zazwyczaj dzień lub dwa, gdyż zaczynano od przygotowania zakwasu - do tego celu przeważnie wykorzystywano drewnianą miskę, do której przesiewano porcję mąki (my możemy wziąć dużą garść). Do mąki dodawano kminek (nam wystarczy jedna łyżeczka), szczyptę soli i tyle ciepłej (niegorącej!) wody, aby zagnieść ciasto. Do zagniatania wolno było używać jedynie drewnianej łyżki - zakwas nie powinien mieć kontaktu z metalem. Z ciasta lepiono niewielki bochenek, przykrywano czystą ściereczką i odstawiano w ciepłe, zaciszne miejsce do wyrośnięcia - najlepiej na całą noc. Następnie do podrośniętego zakwasu dodawano resztę mąki, należało uważać, aby mąka miała taką samą temperaturę co zakwas - to jest bowiem sekret udanego chleba (na dwa duże bochenki dodajemy około kilograma mąki, może być mieszanka żytniej i pszennej. Do tego dodajemy dwa jajka, 1/4 kostki drożdży rozpuszczonej w ciepłej wodzie i mieszankę maślanki bądź kefiru z ciepłą wodą - tyle ile zabierze ciasto)  i dokładnie wyrabiano. Wyrobione ciasto ponownie odstawiano w ciepłe miejsce, a gdy wyrosło - raz jeszcze szybko wyrabiano. Gotowe bochenki układano na blasze i wygładzano nożem maczanym w wodzie. Wstawiano do nagrzanego pieca na godzinę, półtorej. Świeżo upieczony chleb po wyjęciu z pieca układano na boku, aby dobrze odparował, przy czym niektórzy przykrywali go na ten czas wilgotną lub suchą lnianą lub bawełnianą ściereczką.





Takim oto sposobem przeszliśmy z historią przez przepis na chleb. Spróbujcie! To nic trudnego, a jest naprawdę pyszny, a co najważniejsze można go jeść cały tydzień i nie traci swoich walorów... Należy jednak pamiętać, że chlebki z żytniej mąki dłużej wyrastają.


Na dziś to tyle z mojej strony. Uciekam trochę poczytać o komisarzu Forście, bo fabuła "Ekspozycji" porwała mnie bez reszty i ciekawa jestem bardzo co dalej. Myślę, że o książce pisnę w następnym poście, a lista książek, które przeczytałam w tym roku znajduje się w prawej kolumnie bloga, więc macie wgląd na bieżąco. Hihi...


Pozdrawiam!
Magda


Copyright © 2016 U matiny , Blogger