07 czerwca

Mamy święto w plenerze...



Wiem, że temat tego posta zdaje się lekko przedawniony, ale ja muszę napisać kilka słów, no bo przecież jakby inaczej. Zacznę od tego, że "Mama to przyjaciel, z którego się nigdy nie wyrasta". Na takie zdanie natknęłam się w otchłani internetów kilkadziesiąt minut temu. Nie mam pojęcia czyje to słowa, ale są najprawdziwszą prawdą. Moja mama jest dla mnie najważniejsza na całym świecie i to się nie zmieni nigdy. A święto mamy w tym roku spędziliśmy naprawdę miło. Najpierw troszkę poleniuchowaliśmy, telewizja, książka i te sprawy. Do tego kawka i deser lodowy z borówkami i bitą śmietaną. Raz po raz komuś zamykały się oczy... W końcu zapadła decyzja - jedziemy do lasu! No i pojechaliśmy, zapakowaliśmy wcześniej upieczoną pyszną roladę z rabarbarem i budyniem, wzięliśmy aparat i w nogi. Pogoda może nie była zbyt piękna, zachmurzenie spore, ale kiedy wjechaliśmy do lasu i poczuliśmy zapach niedźwiedziego czosnku byliśmy wniebowzięci. W tym momencie mogło nawet zacząć padać, a co tam. Widok przepiękny! Cały las w zielonym poszyciu liści, z białymi, niestety już zasychającymi kwiatkami. My jednak minęliśmy las i zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę na ładnie ukwieconej łące. Usiedliśmy, zjedliśmy ciasto i napawaliśmy się melodią i zapachem przyrody. Gdzieś w koronach drzew kukała sobie kukułeczka raz po raz zagadując "ku ku, ku ku...". Na co my życzliwie odpowiadaliśmy "ku ku, ku ku...", ku zdziwieniu ptaszyny. Po drugiej stronie drogi rzeka Odra, po której od czasu do czasu płynęła barka lub motorówka po czym fale wody kojąco dobijały do brzegów. Uwielbiam dźwięk chlupoczącej wody! I tak trwaliśmy chwilę w błogim bezruchu po czym ruszyliśmy nazbierać kwiatów dla mamy, no i przy okazji bukiet dla taty.







Kiedy mama zadowolona otrzymała swój ogromny bukiet i sesja zdjęciowa dobiegła końca, wybraliśmy się na spacer po lesie... Las jest piękny o każdej porze roku, lecz najpiękniej jest pod koniec maja, kiedy wszystko w koło jest mega zielone, od samego dołu aż po korony drzew. Istne święto zieleni! PS: Zwróćcie uwagę na jedno z drzew. Wygląda jakby uczepił się na nim miś koala :)




A będąc w lesie, nie mogliśmy się oprzeć pokusie żeby pójść kawałek dalej na brzeg rzeki. Przedzierając się przez dżunglę zieleni napotkaliśmy parę ślimaczków winniczków i całe armie wściekłych komarów. Tak więc ruszyliśmy biegiem nad wodę, chwilę podziwialiśmy uroki natury, przyuważyliśmy czaplę w locie, narwaliśmy troszkę tej bujnej trawy dla naszych królisiów i uciekaliśmy ze strachu, że za chwilę pozbędziemy się całej krwi z żył :) Eh te komary, świat bez nich byłby o wiele piękniejszy!




Dzień naszej mamy spędziliśmy naprawdę miło, rodzinnie, na łonie natury... Tak jak dawnej, tylko taty brakuje... Kochani cieszę się, że czasem tu jeszcze zaglądacie. Jest mi bardzo miło. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę pięknego, słonecznego wtorku. Korzystajcie z letnich dni najlepiej jak potraficie! Ja zaraz wsiadam na rower i jadę przed siebie ciesząc się dniem wolnym od pracy.

Pozdrawiam! 
Magda



2 komentarze:

  1. Pięknie spędziliście ten cudowny czas. Z przyrodą, polnymi kwiatami, po prostu cudownie!!!
    moc uścisków kochana

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia :)
    Zapraszam na moją nową stronę:
    http://domowewyprzedaze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 U matiny , Blogger