poniedziałek, 23 maja 2016

Recenzja książki: "Zaraza" Ken McClure

 

O Kenie McClure po raz pierwszy usłyszałam podczas blogowej wymianki mikołajkowej, dziewczyna dla której przygotowywałam paczkę prosiła mnie o książkę i to właśnie ona zachęciła mnie do sięgnięcia po twórczość tego pana. Dlatego też przy okazji kupiłam dwie książki dla siebie i po kilku miesiącach zdecydowałam się w końcu sięgnąć po pierwszą z nich. Bardzo zaintrygował mnie opis książki na okładce: "Zagadkowe włamanie do kostnicy w angielskim szpitalu sprawia, że doktor James Saracen zaczyna interesować się okolicznościami śmierci pewnej pacjentki. Okazuje się, że kobieta zmarła na dżumę - chorobę, której nie notowano w Anglii od setek lat. Początkowo władze usiłują zbagatelizować tę sprawę, wkrótce jednak pojawiają się następne ofiary. Zaraza ogarnia błyskawicznie całe miasto..." Powiem szczerze, że nie przypuszczałam, iż kiedykolwiek sięgną po thriller medyczny, nigdy mnie to szczególnie nie interesowało, lecz teraz sprawa ma się odrobinę inaczej. Już ostrzę sobie pazurki na kolejne książki o tej tematyce.
 
Głównym bohaterem jest lekarz pogotowia ratunkowego James Saracen. Ambicja i dociekliwość doktora nie zawsze mu się opłacają, bardzo łatwo pakuje się w kłopoty. Pewnego dnia przez przypadek nakrywa trójkę mężczyzn próbujących dostać się do kostnicy, co kończy się dla niego odzyskaniem przytomności na stole przeznaczonym do sekcji zwłok. Ten incydent skłania go do własnego śledztwa, w związku z czym staje się bardzo podejrzliwy w stosunku do swoich współpracowników. Kilka razy robi się naprawdę niebezpiecznie, ale w końcu udaje mu się odkryć przerażającą prawdę i rozpoczyna się walka na śmierć i życie o zatrzymanie błyskawicznie rozprzestrzeniającej się zarazy - dżumy, potocznie nazywaną czarną śmiercią.
 
Skąd choroba ni stąd, ni zowąd wzięła się w spokojnym miasteczku w Anglii? Co albo kto za tym stoi? Finał jest naprawdę zaskakujący, bo przecież najprościej było zrzucić winę na pierwszą ofiarę, która na pewno przywlokła wirus z Afryki.
 
Mimo tego, że fabuła powieści jest odrobinę straszna, to od czasu do czasu można się naprawdę pośmiać. Jak chociażby z wiecznie pijanego, bardzo nieszczęśliwego patologa z trzydziestoletnim stażem pracy. Przytoczę krótki fragment, który rozbawił mnie do łez: "- Czy wiesz pan, doktorze na co on umarł? Saracen pokręcił przecząco głową. - Ze starości - wyjaśnił Wylie. Tak samo jak ten, którego robiłem poprzednio. Prawdopodobnie nikomu nie wolno umrzeć z powodu podeszłego wieku. O, nie! Społeczeństwo żąda, żebym każdego, kto się na to odważy, rozciął i obejrzał. A potem mam jeszcze obowiązek wymyślić coś, co brzmi odpowiednio naukowo i wpisać to do świadectwa zgonu. W ten sposób wmawia się ludziom, że starość jest stanem patologicznym i może być leczona. Wystarczy tylko wydać odpowiednio dużo pieniędzy. Błazny! A czytałeś pan, co krewni tych starców wypisują w nekrologach? Wystarczy zajrzeć do miejscowego szmatławca. "Śpij w spokoju". Śpij! Szlag by trafił! Czy ten tutaj wygląda na śpiącego? "Prosimy o dotacje na badania chorób serca". O to właśnie chodzi! Cholerny świat! Dziad był już ślepy, głuchy i pokręcony artretyzmem, a im się wydaje, że jeszcze trochę badań nad funkcjonowaniem układu krążenia i zostałby "uratowany"!
 
Nie wiem jakim cudem w tak króciutkiej książce mogło znaleźć się aż tyle wątków. Wszystkich oczywiście nie mogę zdradzić, bo mogłabym zepsuć całą zabawę być może przyszłym czytelnikom. A do przeczytania tej książki z czystym sumieniem mogę zachęcić, nawet jeśli ktoś w życiu sam z siebie nie sięgnąłby po literaturę tego typu, zresztą tak jak to było w moim przypadku. Mnie ta zagadkowa lektura bardzo przypadła do gustu. Polecam.
 
Ken McClure "Zaraza"
Ilość stron: 207
Wyd. Amber
Ocena: 7/10
 
 
 
Pozdrawiam!
Magda


czwartek, 5 maja 2016

Majówka pod chmurką...

 
 
Maj, młody maj, gdy kasztany kwitną kocham ten kraj! W końcu jest! Jeden z moich ulubionych miesięcy w roku. Kojarzy mi się niezmiennie od kilku lat ze zmaganiami na sali maturalnej. To były piękne czasy, bardzo miło wspominam swoją maturę. Pamiętam, że godzinami przesiadywałam w ogrodzie i wałkowałam swoją prezentację z języka polskiego, ah! - ten dreszczyk emocji, jak to będzie. W międzyczasie wylegując się na huśtawce, zaczytywałam się w książkach Stephenie Meyer. Pamiętam to jak dziś :)  Mama przyniosła mi zerwany z kasztanowca kwiat. Wieczorem po egzaminach rozpalałyśmy ognisko, siadałyśmy wygodnie w fotelach z lampką wina i rozmawiałyśmy, obserwowałyśmy jak nad naszymi głowami przelatują samoloty, migając do nas światełkami... A w dzień, kiedy wracałam do domu zadowolona, że kolejny egzamin za mną, tata pakował całą rodzinę do auta i zabierał na łono natury, raz nad wodę, raz do lasu, wszędzie gdzie się ruszyliśmy było żółto od rzepaku. Nigdy nie zapomnę tego maja, gdy przystępowałam do egzaminu dojrzałości. To był piękny okres w moim życiu. Tym samym życzę tegorocznym maturzystom pomyślnego zdania egzaminów, obyście zachowali jak najlepsze wspomnienia, nawet jeśli mdlejecie ze strachu :) Uwierzcie, że kiedyś za tym zatęsknicie. Powodzenia!
 
Wróćmy do majówki. Jak minął majowy weekend? Mój był dziurawy, drugiego trzeba było pędzić do pracy. Pierwszego maja pogoda do południa była ładna, nawet bardzo, gorzej sprawa miała się po południu, ale to nic... Wycieczka rowerowa i tak się odbyła. Daleka jak na pierwszy raz, ledwo przeżyłam, a i tak było pięknie. Bo kto to widział, żeby całą drogą pedałować pod wiatr na najwyższym biegu (rower miał bliskie spotkanie z moim bratem :)). Byłam tak zmachana, że nawet nie pomyślałam żeby zrobić zdjęcie w lesie pełnym czosnku niedźwiedziego, cudowny widok i zapach. Taka świeża zieleń. Pięknie. Postaram się to nadrobić :)
 
 
Wycieczka wycieczką, lecz najpierw trzeba było coś wszamać. Obiad tym razem serwowaliśmy pod chmurką, było wspaniale, pysznie i odświętnie... Kwiatki, świece, obrusik, poduchy i piękne słoneczko :) Miło tak od czasu do czasu zjeść w takiej scenerii :)
 
 
 
 
 
Oczywiście na książkę też znalazłam czas, po długiej przerwie wróciłam do "Królów przeklętych" i cieszę się z tego bardzo. Lubię książki historyczne, ale muszę mieć naprawdę dobry dzień żeby je czytać... No to czytam! Do następnego razu. Pa!
 
 
Pozdrawiam!
Magda



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...